28
Kwi
09

Obsługa klienta a stan rzeczywisty!

Z mrocznych otchłani, z waszych połączonych mocy powstaję Ja! Kapitan „Przepraszam, ale wasz produkt jest uszkodzony”! Gdy obudziłem się rano, Sigmar, Imperator, Slaanesh, Allah i ta starsza pani z warzywniaka pod domem dali mi znak i misję zarazem – miałem sprawdzić jak działa obsługa klienta u naszych wspaniałych producentów gier figurkowych! Nie było to łatwe zadanie. Walczyłem z przeciwnościami losu, niecierpliwie sprawdzałem maila do kilkunastu razy dziennie – iście epicki wyczyn, pełne poświęcenie na które byłem gotowy, by donieść wam o wynikach tego eksperymentu. Nie przedłużając, oto wyniki!

Games Workshop otrzymuje szóstkę z plusem i etykietę „Epic Customer Service”. Można nie lubić GW. Można twierdzić, iż robią wszystko, byśmy ich zniecierpieli (patrz: wakacyjna podwyżka cen… znowu). Ale co jak co, klasę, to oni jednak mają. Doświadczenie było proste – znalazłem ich mail obsługi klienta i napisałem, że w kupionym producie – w tym wypadku chodziło o orkowego Trukka – brakuje jednego, powtarzam, jednego nieistotnego w sumie bitsa. Dalej, napisałem, czy jest możliwość dosłania mi tego brakującego elementu. Czekałem 4 dni – dużo, dwa razy dłużej niż zostałem poproszony o cierpliwość. Ale wreszcie dostałem maila, w którym byłem pokornie przepraszany za zaistniały stan rzeczy. Porposzono mnie o kontakt i zapewniono, że dostanę całkiem nowego Trukka abslutnei gratis.  Cztery dni poźniej, listonosz puka do mnie z paczką – darmowy Trukk wpadł w me obślizgłe łapki. Wielki ukłon w stronę Games Workshop – dbają o klienta.

Plusy: Niesamowita rekompensata „straty”, tak, byśmy czuli się rozpieszczeni.

Wady: Abuse! Nie prosili o nic, o najmniejszy dowód zakupu. Ba, nawet o nazwę sklepu, w którym nabyłem ich produkt. Ktoś o zwichniętym kręgosłupie moralnym (He, he, hee…) może zwyczajnie napisać im, że niby coś tam u nich kupił, niby czegoś brakuje, i spokojnie czekać aż dostanie darmówkę w prezencie. Brudna sztuczka. Dalej, czas odpowiedzi: cztery dni to trochę długo, tym bardziej, że obiecują rozpatrzyć sprawę w maks 48 godzin.

Battlefront, czyli nowozelandzka firma odpowiadająca za dostarczenie nam bardzo dobrego i historycznego systemu Flames of War również spisała się doskonale. Kupiłem pudelko artylerii ZIS-3 i niestety, w pudełku brakowało drużyny obserwatorów i podstawki. Bardzo dobrze, bo dzięki temu mogłem firmę Battlefront dołożyć do mojego demonicznego eksperymentu. Obsługa powalająco doskonała: zaledwie 10 minut po wysłaniu im informacji z opisem problemu, nadali sprawie numerek i przekierowali mnie do ich obsługi klienta w Wielkiej Brytanii. Brakujące elementy już otrzymałem. Wszystmo zajęło im łącznie 4 dni, z czego w tym samym dniu w którym zgłosiłem problem paczka z brakującymi elementami została wysłana. To jest szybkość. To jest profesjonalizm.

Plusy: Najszybsza obsługa klienta po tej stronie galaktyki, fachowa i sprawna.

Wady: Brak.

Corvus Belli, panowie odpowiedzialni za świeżutki brand – Infinity, nie popisali się zbytnią prędkością i profesjonalizmem w podejściu do tematu. Ale też nie zdegustowali mnie i nie zniechęcili do swojego produktu. Gdy do nich napisałem, czekałem 4 dni na odpowiedź – długo, ale wreszcie przyszła. A brzmiała tak, jakby obsługujący klientów pierwszy raz spotkał się z tym, że ktoś chciałby dostać brakujący element. Nie ma się co dziwić – odnalezienie maila do obsługi klienta na stronie internetowej Corvus Belli to istny koszmar, prawdziwy postrach intyicyjnego menu. W moim wypadku brakowało Malignosa ze startera do Kombinatu (kosmici, all the way!). I choć facet z Corvus Belli był zdecydowanie zaskoczony, poprosił mnie o adres i obiecał, że figurka zostanie wysłana w tym tygodniu. Poczekamy, zobaczymy. Póki co nie jest źle.

Plusy: Obiecali zrekompensować stratę, więc nie jest źle.

Wady: Wolna reakcja, zaskoczona obsługa. No i czy coś dojdzie, zobaczymy.

Privateer Press mnie solidnie zaskoczyło. I to negatywnie. Aż pięć dni temu wysłałem im maila opisujący problem. Dziś zaczął się już w sumie szósty dzień, i wciąż ani śladu odpowiedzi czy zainteresowania. Jeżeli minie tydzień, a nie dostanę jakiejkolwiek odpowiedzi, niech nie liczą na pozytywną recenzję. A to dziwne, bo firma ma jako takie doświadczenie i wygląda na profesjonalną. Oby mnie nie zawiedli.

To tyle w dzisiejszym programie. Czy Privateer Press spełni swój obowiązek, i obsłuży swojego smutnego klienta? Czy Corvus Belli w istocie wyśle mi tego malignosa? Dowiemy się w następnym odcinku.

Reklamy

3 Responses to “Obsługa klienta a stan rzeczywisty!”


  1. 04/28/2009 o 16:04

    Z PP też miałem przeboje… Kupiłem bodaj Serapha do Legionu, i brakowało końcówki ogona. Po 2 tygodniach prób nawiązania kontaktu poddałem się ;) zobaczymy jak będzie u Ciebie.

  2. 04/28/2009 o 21:17

    Sprawa z PP nabiera rumieńców – dostałem odpowiedź!

  3. 3 Hawaj
    04/28/2009 o 23:42

    No to widzę, że jednak coś z tego może wyjść ;p


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Kwiecień 2009
Pon W Śr C Pt S N
    Maj »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Staty:

  • 66,225 Wejścia

%d blogerów lubi to: