08
Maj
09

Szalony Dok Radzi: Masz dość Bolterów?

Oi! Tym razem nieco lżejszy tekst i odrobinę odbiegający od tematu ustalonego przez herszta, a mianowicie nasz szalony Dok „Wełbiemusiękiełbie” znudzony nieustannym hukiem bolterów i naprawianiem zdruzgotanych ciał zielonoskórych pobratymców wybrał się na spacer do garażu zaprzyjaźnionego meka. Pech chciał, iż zachwycony migotającym i groźnie pomrukującym urządzeniem, nasz szalony bohater pociągnął za nieodpowiednią dźwignię, i przeniósł się to (tam tam taaam taaaam!) innego wszechświata! To tyle wstępu fabularnego, a teraz konkrety – padło stwierdzenie: Jestem stuletnim graczem w Warhammera 40k. Jem na śniadanie „Khorne Flakes’y” , a gdy zmieniam kanały w telewizji każę się nazywać „Lord of Change”. Pewnym rankiem strzeliło mi do głowy, że przecież istnieją inne (sic!) systemy figurkowe poza ukochanym i cudownie gotyckim Czterdziestakiem! Zapytuję się więc, dlaczego Ja, wielki fan WH40K, chciałbym spróbować zabawy w inne systemy?

No to lecimy(Up, up and away!).

warmachine

Warmachine to flagowy produkt firmy Privateer Press, znana, lubiana i wielokrotnie nagradzana figurkowa gra w trybie „Skirmish” osadzona w czaderskim świecie Żelaznych Królestw™. Klimaty? Ostry steampunk fantasy, gdzie wielkie stalowe bestie napędzane magią i silnikami parowymi młócą się ze sobą entuzjastycznie pod dowództwem niezwykle potężnych wojowników-magów zwanych ogólnie „Warcasterami”. Jeżeli to nie jest dla was rekomendacją samą w sobie (no pomyślcie: nawalanka napędzanych węglem robotów!), to może dacie się przekonać do wielu innych zalet systemu. Pierwsze primo – cena. System jest skirmishowy, czyli zabawę możemy rozpocząć posiadając zaledwie kilka figurek, a banda składająca się z 20-30 wojowników to już całkiem potężna grupa, coś a la Warhammerowsa Apokalipsa. Starter do wybranej przez nas frakcji kosztuje na oko 130 zł, a więc pi-razy-oko dwa razy mniej niż battleforce do WH40K  – a samym battleforcem jeszcze nie pogramy. Starterem do Warmachine zaś, jak najbardziej tak. Drugie primo – jakość modeli. Wszystkie figurki są metalowe, doskonale wykonane i – jak dla mnie – bardzo, ale to bardzo ładne. Są nieco komiksowe,  ale w fantastycznie francuskim stylu, a nie żadna tam manga. Malarze doceniają produkty Privateer Press’a i z chęcią je malują. No i nareszcie primo ultimo, czyli mechanika. Zamiast dręczyć się kodeksami, wraz z zakupem figurki dostajemy kartę z pełnymi statystykami, umiejętnościami i zaklęciami, jakimi dany model dysponuje – wszystko jasne i klarowne. Mechanika jest mocarnie „kombogenna”, czyli polega na takim łączeniu umiejętności naszych modeli, by te „zakleszczały” się ze sobą i działając unisono, dawały zaskakująco mocarne efekty.  Może się to wydawać nieco nudne, w końcu każdy „proplayah” będzie grał na jakimś ogranym i znanym kombosie… otóż nie jest do końca tak lekko, gdyż gracze nieustannie zaskakują tworząc własne, szalone kombinacje. Jak i sam Privateer Press wypuszcza dodatkowe figurki do rożnych frakcji, zwiększając jej potencjał w tworzeniu nowych list.

inf

Infinity, produkt hiszpańskiej firmy Corvus Belli, jest błyskawicznie zyskującym popularność skirmishowym systemem figurkowym osadzonym w świecie ostrego, ściem-fikszynowego cyberpunku. Ludzie już dawno wyruszyli w kosmos, zdobywają nowe planety i w ogóle, mają się świetnie, za wyjątkiem tego, iz  podzielili się na kilka wojujących ze sobą frakcji o mocno odmiennym charakterze. Jakby tego było mało, przylecieli kosmici połączeni w coś a la Covenant z serii gier „Halo”, których celem jest dominacja nad wszystkimi rasami. I tutaj pierwszy fajny punkt – nie mamy amerykanizacji historii, czyli ludzi nagle nie odnajdują dobroci w swoich serduszkach, i nie łączą się razem by w heroicznym akcie rasowego patriotyzmu zwalczyć obcych.  Niewielki bonus i w sumie nie wpływający nijak na rozgrywkę, ale jak dla mnie, ważny dla odbioru gry. Czas na konkrety – cała gra jest naprawdę ostro SF’owa, i widać to nawet w mechanice (która jest największym atutem systemu). Cyborgi, sterowane przez hakerów Remoty (zdalnie sterowane roboty), ciężkie, skomputeryzowane egzo-zbroje (T.A.G)… wszystkie te zabawki fajnie się prezentują, są twaede i smerfne, ale cóż to! Wystarczy mieć dobrego hakera za krzakiem, by smażył przewody tych kolosów i pancernych potworów! Fantastyczne jest to, że bitwa jest niesamowicie różnorodna w swoich środkach – ostrzał bronią ostrą jest oczywiście wciąż standardową formą robienia przeciwnikowi przykrości, ale Infinity daje nam również walkę hakerów, atakowanie wirusami, możliwość podszywania się pod jednostki wroga, kilka rodzajów kamuflażu i całe stosy specjalnych umiejętności i ekwipunku. Pojedynczy model może mieć ogromne możliwości, właśnie dzięki temu, iż posiada specyficzne wyposażenie (np. El Sepsitor – broń wirusowa zarażające „Cube” ofiary, co pozwala przejąć nad nią kontrolę”) i umiejętności (np. jest aż pięć poziomów umiejętności Martial Arts, gdzie każdy poziom gwarantuje coraz szersze bonusy i modyfikatory w walce wręcz).  Ta ogromna różnorodność daje grającemu przeogromne możliwości w budowaniu własnej armii.  Dodatkowo, mechanika posiada prawdziwą perełkę w postaci ARO, czyli Aktywnej Reakcji. W skrócie: mogę robić rzeczy w turze przeciwnika. Kiedy jego żołnierz wybiega zza osłony by przebiec przez ulicę do kolejnej osłony, w momencie biegu mogę zgłosić reakcję dowolną ilością modeli, które widziały go, jak sobie przebiegał – dosłownie moi żołnierze mogą otworzyć ogień do tego frajera, który próbował zwyczajnie przebiec przez ulicę. Jak sami się domyślanie, system jest niesamowicie zabawny! „Ot, to ja wyskakuje zza krzaka – a to ja wychodzę moim snajperem z kamuflażu termo-optycznego i walę mu kulkę! – O szlag! To tym gościem co zza krzaka wyskoczył strzelam do tego cholernego snajpera!” Ponieważ jest to system Skirmishowy, tak jak Warmachine kosztuje śmieszne pieniądze w porównaniu z produktami Games Workshop – modele są doskonałe, chociaż już nie każdemu mogą się podobać ze względu na swoją „mangowość”. Jeżeli ktoś jest w stanie znieść Poke’Tau™ w WH40K, to powinien sobie poradzić z wizualną stroną Infinity.

fow

Flames of War, jak powiedział mój funfel Tomek, to taki Epic, tylko że w czasach drugiej wojny światowej. Nowiutki i ujmujący za serca polskich graczy system wydawnictwa Battlefront, jest jakby „kolejnym krokiem” w systemach poświęconych drugiej wojnie światowej. System jest popularny i zdobywa ów popularność w zastraszającym tempie, ponieważ jest świetnie wydany i diablo łatwy w przyswojeniu. Zasady są proste (jak do WH40K) i pięknie zaprezentowane w fantastycznie skrojonym podręczniku. Modele są ładne i całkiem szczegółowe jak na skalę, w której są wykonane (1:100). Ogólnie rzecz ujmując, niewiele można by było ciekawego o systemie powiedzieć, gdyby nie kilka miłych nowinek, jakie wprowadził – po pierwsze, w mechanice jest pewna zabawna sprawa. Kiedy testujemy dla przykładu trafienie w przeciwnika, nie testujemy zgodnie z naszym wyszkoleniem, tylko właśnie zgodnie z wyszkoleniem celu! Trudniej trafić w wyszkolonych weteranów wielu bitew niż w świeżutkich rekrutów, którzy rozglądają się durnie na wszystkie strony zamiast siedzieć grzecznie w okopie. Drugą fajną rzeczą jest organizacja armii – gracze wybierają, na jaki okres chcą się młócić. Early, Middle lub Late War odpowiada początkowi, środkowi i końcówce wojny. System ten w zgrabny sposób podzielił historyczne starcia i skasował głupoty w jakie mogliby popaść gracze. Dzięki temu zabiegowi na polu bitwy nie spotkają się jednostki, które realnie spotkać by się nie mogły. Dalej podążając tym tropem, kiedy gracze wybiorą już okres, w który chcą grać, muszą wybrać swoją stronę konfliktu (Rzesza, Związek radziecki, Ameryka, Brytole etc.) i wybrać rodzaj armii – czy dywizja piechoty, czy batalion pancerny, czy piechota zmotoryzowana? Wszystko jest zgrabnie opisane w odpowiednich książkach a la „kodeksy”, gdzie mamy spory wybór historycznych formacji – ja sam, dla przykładu, gram radzieckim pancernym batalionem Gwardzistów (elitarnych wojsk Stalina). Systematyka gry jest jej dużą  zaletą, i z pewnością ucieszy tych z graczy, którzy lubią mieć w rozgrywce przynajmniej ogólnie poprawną zgodność z realiami historycznymi. Mechanika jest jak już wcześniej wspomniałem dość prosta, ale ma swoje przyjemne strony, takie jak to, że ustawienie działa względem kadłuba czołgu ma znaczenie, ilość dział w artylerii wpływa na powiększanie się obszaru bombardowanego czy całkiem złożony wpływ różnych rodzajów terenu na grę. Twórcom gry udało się utrzymać klarowność i prostotę zasad z całkiem znośnym realizmem i funkcjonalnością.

Oi! Kiedy wiecie już małe co nieco na temat trzech świeżych i nieustannie rosnąnych w popularności systemów, możę się na jakiś zdecydujecie? Gorąco polecam – fajnie mieć w zapasie jakąś alternatywną grę figurkową, do pociupania ze znajomymi, którzy też chcieliby dać sobie odrobinę wytchnienia od Kosmicznych Marines.

Reklamy

4 Responses to “Szalony Dok Radzi: Masz dość Bolterów?”


  1. 1 el
    05/08/2009 o 23:50

    Przyglądałem się swego czasu i Warmachine, i Flames’om. Fajnie byłoby pokrzyczeć przy stole coś innego niż „Blood for The Blood God” czy „For Khorne” i zamiast czerwonych berzerkerów z rogami poprzestawiać jakieś inne figurki. A wszystko rozbija się o brak przeciwników. O ile w 40k mam z kim pograć, to na inne systemy chętnych nie znalazłem. A swego czasu miałem na dysku kilka rozpisek Panzergrenadier Kompanie i Panzerkompanie. Jakieś rozpy Khadoru też by się znalazły. Mimo to nadal łupię tylko i wyłącznie w czterdziestkę.
    Może przy jakimś niespodziewanym napływie gotówki… Tymczasem zbieram na IG, chociaż na 1k…

  2. 05/09/2009 o 00:13

    Hm, cóż, o środowisko można samemu zadbać – ot dla przykładu w moim gronie graczy nikt nie bawił się w Infinity, a teraz proszę, z każdym mogę pociupać.

    W Wawce jest liczne grono graczy w Warmachine skupionych przy sklepie Cytadeli oraz spore grono Flameowców przy Wargamerze xD

  3. 3 Cylindryk
    05/09/2009 o 01:11

    Cóż, nie powiem, że ostatnio szukam właśnie jakiejś odskoczni od czterech dyszek ale problem jak zwykle ten sam – kasa…
    Już chyba prędzej bym wolał zbierać Battle’a którego nie uwzględniono. :P

    Choć nie powiem, z tego tekstu najbardziej mnie zainteresowała gierka Flamers fo War. :P

  4. 05/09/2009 o 10:20

    Na prawdę fajny blog, masz żyłkę do pisania i każdy wpis jest ciekawy, przeczytałem nawet ten chociaż nigdy nie myślałem o zbieraniu niczego innego systemu niż czterdziestka ;) . Zapraszam do odwiedzenia mojego bloga http://wh40k-news.blogspot.com/ w którym co tydzień przedstawiam nowości ze świata wh40k, w najnowszym wpisie wspomniał o twoim blogu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Maj 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Kwi   Czer »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Staty:

  • 66,225 Wejścia

%d blogerów lubi to: