18
Maj
09

Teoria Ubawu, czyli konflikt GKM!

Witajcie drodzy czytelnicy. Wiem, iż wpis ten nie jest zgodny z ostatnimi zapowiedziami, gdzie zaklinałem się na pierogi mojej babuni (kto jadł, ten wie, że to potężna klątwa), że będziemy kontynuować wpis z serii „Demoniszcza, Piekliszcza!” jak i wrzucimy coś na temat Flames of War, względnie Infinity. Jednakowoż nagły przypływ twórczej weny zmieszany z gorącymi promieniami pięknego słoneczka, okraszony powiewami radosnego wietrzyku wykrystalizował w mym pełnym słabości umyśle pewną myśl przewodnią, którą teraz przelewam na nobliwą czcionkę w postaci poniższego felietonu. Tematem jest szeroko pojęty Fun Factor, czyli, mówiąc w języku ścisłym: wymierny wpływ ubawu wynikający z partycypowania w określonej czynności. Jak się pewnikiem domyślacie, chodzi mi o „Ubawowość” generowaną przez granie w bitewniaki.

Problem pojawia się już na samym początku – czym jest Zabawa? Dla przykładowego Zbyszka Klimaciarskiego nie ma nic lepszego niż armia z głębokim fabularnym tłem, gdzie każdy żołnierz jest nazwany i ma swą historię, gdzie bitwa rozgrywana jest nie tylko w aspekcie fizycznym, ale również w głowie pana Zbyszka, gdzie wizualizuje sobie heroiczne wyczyny swoich zacnych żołnierzy. Ale przecież dla Piotra Powergamerskiego nie ma to żadnego znaczenia – prawdę powiedziawszy, gdyby nie wymóg turniejowy, nawet by swoich żołdaków nie pomalował, bo i po co? Najważniejsza jest potężna armia, która bez problemu miażdży przeciwników. Perfekcyjna znajomość zasad jest konieczna, by mów kręcić wały a przynajmniej umieć je aktywnie wykorzystać do własnych celów. To wszystko jest jednak niczym dla Tomasza Chlapifarbowskiego, którego granie interesuje w małym stopniu, klimat w równie niewielkim. Nie ma większego znaczenia, czy jego jenerał nazywa się Turkuć. Nie ma dla niego znaczenia, czy jest on w stanie zmasakrować pół regimentu samym spojrzeniem. Dla niego ma znaczenie to, by prezentował się godnie na półeczce!

Zbyszka, Piotra i Tomka łączy to, że każdy z nich bawi się w to samo hobby, a mianowicie w figurkową grę wojenną. Już po powyższych ekstremach widać, jak bardzo złożonym i wielowymiarowym hobby jest ta zabawa. Widać też, jak wiele rodzajów „dobrej zabawy” można z tegoż hobby wyłuskać. Naturalnie, powyższe przykłady są skrajnościami – większość znanych mi graczy, w ty ja sam, jest raczej miksem trzech głównych aspektów hobby – Gracza, Klimaciarza i Malarza. Dla jasności kolejnych wywodów, nazwijmy to Trójkątem GKM, gdzie każdy może określić się w jakimś punkcie na tymże trójkącie. Ja jestem Malarzem z domieszką Klimaciarza, i zaledwie kilkoma procentami Gracza – co można przetłumaczyć w prosty sposób: malowanie to najfajniejsza dla mnie rzecz w całym hobby, ale ważne jest dla mnie również tło fabularne moich sił. Granie jest opcjonalnym dodatkiem – miłym, ale niekoniecznym.

Wszystko jasne i klarowne. Aż do momentu, kiedy to dwie odwrotne skrajności spotykają się razem na polu bitwy – tutaj właśnie „Fun Factor”, czy też jak ktoś woli w ojczystym języku: Wymiernik Ubawu, strasznie zaczyna się sypać. W teorii nie powinno tak być – co mnie, klimaciarza, obchodzi to, że grając z Powergamer’em dostaję solidnie w tyłek? W końcu granie jest jedynie posypką do fabuły, która się toczy. Ale przecież klimaciarz chciałby od czasu do czasu wygrać, ot, chociażby by w jego księgach mógł powstać chwalebny zapis. Prawda jest jednak taka, że taki stuprocentowy Klimaciarz nie może grać z Powergamerami, w każdym razie nie za często – przyczyna jest prosta. Unifikacja List. Powergamerzy rzadko eksperymentują, wolą sprawdzone, odpowiednio „przegięte” rozpiski… Chaos z dwoma Laszującymi demonami, Orki na samych Motorowych Burszujach, Eldrad u eldarów, Gienie & Karnisze w ‚Nidach. Dla klimaciarza to prawdziwa mordęga, kiedy musi grać z armiami, które praktycznie niczym się od siebie nie różnią.

Ale nie róbmy nagonki na Powergamerów zwanych w trójkącie Graczami. Przecież to też ludzie, po prostu mają inne pojęcie dobrej zabawy. Dla przykładu, gra dwóch Graczy będzie dla nich absolutną rozkoszą – pojedynek strategii i taktyki, walka najpotężniejszych list, prawdziwa kostkowa jatka! Taki soczysty Powergamer – o ile ma zdrowe ego – nie będzie czuł radości z wygranej nad Klimaciarzem. Wie bowiem, że armia takiego przeciwnika nie jest stworzona i nastawiona na wygrywanie i miażdżenie. TO nie jest wyzwanie! A Gracz szuka właśnie wyzwań – spoczywanie na laurach powoduje gnuśność, a ta jest złem! Tylko odpowiednio potężni przeciwnicy podnoszą u Graczy adrenalinę i powodują przypływ czystej radochy.

Najmniejszy ubytek Ubawu można zaobserwować u Malarzy – dla nich gra jest niczym innym jak jedynie smętnym Add-On’em do możliwości modelarskich i malarskich. Przegrana czy wygrana nie ma żadnego wpływu na to, że będą mogli sobie wieczorkiem przysiąść do sesji z figurką. Wydawać się może, że sprawa zakończona, ale to nie do końca prawda. Malarze odczuwają ból w wielu formach – pierwszy, jest strachem przed Polem Bitwy. Tutaj wiele rzeczy się dzieje. Piękny model przewróci się i bam! Farba odprysła, godziny pracy wyparowały! A przeciwnik? Przeklętnik ma nie pomalowaną armię, albo co gorsza, pomalowaną tak, że naszemu Stuprocentowemu Malarzowi krwawią oczy.

Jak widać, problem jest. Szczęściem, gracze radzą sobie z nim z prostej przyczyny, iż nie są praktycznie nigdy czystymi G, K lub M. Prawie zawsze są miksami. I tak oto mamy Gracza, który choć korzysta z Archetypicznej Listy, to dodaje do niej jakąś jednostkę klimaciarską, ot, bo tego pragnie. Albo mamy Klimaciarza, który uwielbia nie tylko tło swojej armii, ale dba o to, by byli ładnie pomalowani. Albo Malarza, który choć gra nieczęsto, lubi wystawiać mocne siły, które mogą spokojnie powalczyć z czystymi Powergamerami.

A wy? Jak siebie oceniacie? G, K lub M?
;)

Reklamy

4 Responses to “Teoria Ubawu, czyli konflikt GKM!”


  1. 1 el
    05/18/2009 o 17:36

    Jeśli chodzi o mnie – 50% G, 30% K i 20% M.
    Lubie grać, a jeszcze bardziej wygrywać, ale nigdy typową rozpą. W moich CSM nie uświadczysz ni lasha, ni plagusa ni radka. Oblity są rzadkością. Ale kiedy gram, staram sie wygrać. Nie za wszelką cenę, nie wałując i nie kosztem atmosfery przy stole, ale gram tak, żeby zdobyć jak najwięcej punktów.
    Świat 40k bardzo mi odpowiada. Czytuję książki z BL, z Lexicanum jestem za pan brat, gram w Dark Heresy. Stąd K zajmuje drugą pozycję.
    Na końcu aspekt malarski. Nie mam cierpliwości do malowania, ale konwersje to jest to, co lubię. Praktycznie każda figurka, jaką ostatnio sklejam zostaje poddana modyfikacjom. Zwykle są to drobiazgi – inna ręka, inny hełm, zrobienie z jednoręcznego topora dwuręcznego itd. Lubię mieć świadomość, ze figurki są niepowtarzalne. Niestety, zanim zostaną pokryte czymś więcej niż podkład muszą nabrać „mocy urzędowej” i pokryć się stosowną warstwą kurzu. A i wtedy nie ma gwarancji, że dostaną ładne kolorki. Chaosu mam na jakieś 2-2,5k, nie liczyłem dokładnie. Jeśli miałbym wybierać z tego modele które uważam za porządnie pomalowane zostałoby 1k, może mniej.

  2. 2 Cylindryk
    05/18/2009 o 18:38

    Hmm… bardziej klimat, ale głównie dlatego, że wystawiam przede wszystkim jednostki, które mi się podobają (wyjątek to HQ w Chaosie, cokolwiek od Khorne’a to plewa), ale po prostu lubię grać. PG próbowałem, ale coś mi nie idzie… malowanie przychodzi falami, choć ostatnio mnie korci by nakupować mnóstwo modeli, posklejać i tyle, zero malowania. Bo plastik też ładny. :)
    Czyli jakieś 40/40/20 odpowiednio dla G/K/M. :P

  3. 3 Hawaj
    05/18/2009 o 22:47

    Hehe u mnie K(40%)G(30%)M(30%)

  4. 05/19/2009 o 21:56

    u mnie jakoś 90% gracza. klimat swiat itd mnie jakoś strasznie nie pociąga. po prostu lubie grać w 40k i koniec. z moalowaniem gorzej, ostatnio maluje tak aby moja armia spełniała wymogi turniejowe i dostawała duzo :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 8 years ago
Maj 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Kwi   Czer »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Staty:

  • 66,349 Wejścia

%d blogerów lubi to: