27
Maj
09

MOU vs. Deathstar!

001

Dzisiaj trochę rozmyślań dla średnio początkujących jak i dla totalnie zielonych – jeżeli jednak jesteś graczem, który zęby połamał na światowych stołach, który wszędzie słyszy cichy trel toczących się kostek, który – zgodnie z amerykańskim obrazem geeka zakochanego w grach wojennych – obżera się Cheetosami na potęgę, to również znajdź chwilkę, by przeczytać poniższy wpis, byś mógł ewentualnie nakopać mi w komentarzach, i wygłosić stanowczym głosem swoją opinię. Temat dzisiejszej dywagacji jest w miarę uniwersalny, i dotyczy wielu gier wojennych – a w każdym razie takich, w których można modelom dokupować różne specjały. I jak zwykle pojawia się odwieczny problem zwany „decyzją”. Czy wykupić wszystko, co możliwe? Czy obwieszać naszego plastikowego wojaka niczym wystawę w supermarkecie? Ponieważ sam koncept jest tak stary jak same gry wojenne, naturalnie utworzyły się dwa główne prądy ideowe noszące dumne nazwy MOU (Minimal Optional Upgrades) oraz Deathstar (duh,  chyba nawiązania nie muszę tłumaczyć).

Minimal Optional Upgrades, jak sami się domyślacie, oznacza punktowe zaciskanie pasa jak w dziewiętnastowiecznej skocji. Kupujemy tylko to, co niezbędne. Ale ludzie są ludźmi, i jeżeli istnieje szansa o coś się pokłócić, to z niej nie zrezygnują – dlatego też jedna opcja dla Gracza A będzie tą, która jest konieczna i mieści się w granicach definicji MOU, ale dla Gracza B już ta opcja będzie jedynie zbędną fanaberią. Szczęśliwie się jednak złożyło, bowiem nasze szlachetne hobby ma już kilka latek za sobą – a więc ludzie starsi od nas zdążyli się już wykłócić o to, co powinno być uznawane za „standardową wykładnie MOU” dla większości modeli w naszych oddziałach, i co najważniejsze – dla naszych bohaterów. Ale by było zabawniej, systemy bitewne zmieniają się cały czas, dostarczając graczom z całego  świata nowych możliwości do gorących dyskusji na temat przydatności opcjonalnego sprzętu. I znowu społeczność drży, kiedy ważą się losy wszelakiego ekwipunku ;). Mamy więc listę kanoniczną, dla przykładu: Cybork Body dla Warbossa tak naprawdę nie jest już opcją. Jest, że tak sprośnie zawołam po anglosasku, must-in’em – po prostu, kiedy kupujesz Warbossa a nie kupisz mu Cybork Body ludzie będą na ciebie dziwnie patrzeć. Hive Tyrant? Niech żyje latający penisoręki z zestawem Devourerów, aye? Drugi przykład nie należy już jednak do MOU lecz zdecydowanie do kategorii Deathstar.

By zrozumieć MOU, musimy uściślić definicję – co prawda dla tyranidzkich graczy klasyczny Penisoręki jest zdecydowanie minimalną koniecznością, ale  cała koncepcja tego potwora wchodzi na terytorium Deathstarów – jednostek stworzonych do bycia strasznymi. Najłatwiej zaprezentować MOU na przykładzie WFB – po co kupować Ogrzemu Bruiserowi Tenderiser’a za 50 punktów, skoro prawie to samo robi zwykły Great Weapon za 7 punktów? To dość punktów zaoszczędzonych by wystawić małą jednostkę Trapperów lub duży kloc zwykłych gnoblarów! Jedno cięcie, a jaka różnica! Na tym właśnie polega cała systematyka MOU – jak wiele punktów mogę przyoszczędzić, by skuteczność i ogólny performance naszego modelu nie zmalał. Heavy Armour na Warbossie wyposażonym w Cybork Body jest zbędny – 4+ a 5+ to jest co prawda różnica, ale 4+ i tak nie chroni nas przed masą broni, a 5+ jest Invulnerabl’em, więc mam krycie z każdej strony.  Zabawa przypomina lekka łamigłówkę logiczną – jeżeli odejmę To, dodam Tamto a utnę Tutaj, to czy efekt będzie zgodny z Tym.  Mechanika wypływa podczas grania w prosty sposób – jednostki zbudowane na zasadach MOU są przeważnie jednostkami o jasno określonym celu. Carnifex zwany popularnie „Screamer Killerem”  to biomaszyna do mordowania w walce wręcz tych ciężkich i twardych paskud wroga. A Dakka-Fex, choć z pozoru to ten sam model, służy za platformę przeciwpiechotnego wsparcia ogniowego. Wszystko zależy od tego, jaką opcję Min-Max wybierzemy w sensie zakupu dodatków.

Jak sami widzimy, dobre i rozsądne używanie zasad Minimal Optional Upgrades pozwala zaoszczędzić trochę punktów przy zminimalizowaniu strat w ogólnej skuteczności modelu/jednostki. Przykłady:

  • Ogrowe Byki. Oddział 3 z jednym Krzykaczem (Muzykiem) – po co im sztandar? Oni i tak służą do flankowania. Po co im Czempion? Jeden dodatkowy atak za 20 punktów? Szalone. Za to muzyk jest tani, i znacznie powiększa szanse zebrania się jednostki przy ucieczce.
  • Battlewagon. 2 Big Shoota, Ram, Red Paint Job, czysta rola transportowa – tani, trwały i zrobi swoje.
  • Karabiny maszynowe na czołgach Ruskiej Gwardii zamiast artylerii przeciwlotniczej – tanie jak barszczyk, mobilne i przy takiej ilości strzałów na pewno coś strąci z niebios.

Konceptem zgoła odmiennym już w samych podstawach jest tak zwany Deathstar, czyli tak solidne inwestowanie w model/jednostkę, aż ta będzie budziła grozę samym widokiem na polu bitwy. Zasada jest prosta – jeżeli coś możemy kupić, kupujemy to. Jeżeli mamy jakąś opcję, bierzemy ją. Jeżeli może zrobić cokolwiek, by model/jednostka miała jeszcze jakiegoś drobnego asa w rękawie – robimy to. Deathstar ma zabijać i ma robić to dobrze! Doskonałą, ba, wręcz pokazową formacją tego typu jest znany już na świecie oddział Burszuji Motocyklistów z Orków uniwersum WH40k. Ci panowie słyną z tego, iż są diablo mobilni, diablo wytrzymali, i uderzają niczym tona tych prostokątnych rzeczy do budowania. Mają też wykupione wszystko, co się nawinie – motory, cyborkowe ciała, szpantyk, zestaw energopazurów, wielkie rembaki, kombi-skorcze, konowała, sztandar Waaagh! Pełen zakres oprzyrządowania. Zabawa w Gwiazdę Śmierci nie zawsze jest możliwa, ale jeżeli wybrany model lub oddział ma dość opcji i możliwość zabrania ich wszystkich na pole bitwy, to czemu by nie? Tak mniej więcej mogłoby brzmieć hasło przewodnie tego systemu. Jak zwykle, ma to swoje wady i zalety. Wady są dość oczywiste – upgrade’y i ekwipunek opcjonalny Kosztują Punkty (koniecznie z dużej litery, dla pokreślenia wagi tego faktu). Pojedynczy heros kosztujący więcej, niż 2-3 pełnowymiarowe jednostki to diablo droga inwestycja, i jeżeli padnie pod ciosem fortuny, mamy prawo załkać  żałośnie. Podobnież jednostka wypasiona w pełen Bling kosztować będzie majątek, jak wyżej wspomniani Burszuje na jednośladach – 1/3 punktów całej armii przy dobrych wiatrach! Jeżeli przeciwnik ma odpowiedź na nasza Gwiazdę Śmierci (na przykład Luke’a Skywalkera), to dupa blada, jak mawia mój wujaszek. Niepodważalna zaletą jednostki jest jej wyżyłowany do granic możliwości performance – kontynuując na powyższym przykładzie, oddział burszujów  na mych oczach roznosił na strzępy wszystko, w co wpadał bez wyhamowania.

Zejdźmy z przykładu jednostki, przejdźmy na bohaterów – tym razem z WFB, gdzie możliwości „kokszenia” herosów są znacznie większe, niż w WH40k. Slann, dla przykładu – już na wstępie jest on solidnym magiem, i możemy go takim zostawić. Możemy też praktycznie podwoić jest koszt, dodać mu pełen pakiet dyscyplin, wykupić magiczne przedmioty, i pewnikiem wpakować w wielki kloc Temple Guardów! Dostajemy potwora, którego potęga magiczna powoduje, że nawet Wrony patrzą na niego z przestrachem, który jest wytrzymalszy niż emisja Dynastii w telewizji i który ma dość twardzieli dookoła siebie, by przyjąć na klatę co tam wiatr przyniesie. Co z tego, że kosztuje to  wszystko prawie pół armii, skoro ma dość mocy, by – sensownie użyte – się sprawdzić? Zabawa z Gwiazdami Śmierci wymaga zacięcia do ryzyka, gdyż nigdy nie wiemy jakie to mroczności wystawi przeciwnik, i czy przypadkiem nie ma czegoś, co jednym zgrabnym ruchem posyła laserowy pocisk do naszego otworu wentylacyjnego, by zniszczyć całą, ogromną stację  bojową. Mimo to, wiele osób lubuje się w swoich orgazmialnych jednostkach zniszczenia, gdyż poprawnie użyte oferują swoim właścicielom rozkosz podziwiania krwawej masakry. Przykładowe zabawki z klasy Deathstar:

  • Burszuje na Motórach z pełnym ekwipunkiem – spell death to all enemies! Potężni, mobilni, wytrzymali. Jeżeli przeciwnik nie bombarduje cie pociskami zadającymi Instant Death, masz zagwarantowany oddział „Dostawców Bólu”.
  • 8-12 Irongutsów z Tyrantem i pełnym składem dowodzenia, z dodatkiem w postaci Sztandaru Byków. Potwornie mocne Impact Hity, potem seria morderczych ataków, fear, outnumber, pwnage, case closed.
  • 3 Tygrysy Królewskie w formacji, albo 4 IS-2 z Ruskiej Gwardii! Twarde i niewiarygodnie potężne, są w stanie rozerwać na strzępy każdy wskazany cel, bez jęknięcia.

Każda z powyższych opcji ideowych budowania list ma swoje liczne za i przeciw. MOU oferuje nam solidną skuteczność połączoną z punktowymi oszczędnościami, co w wyniku pozwala nam wystawić więcej modeli na stół i dać nam przewagę w potencjale.  Deathstar z drugiej strony prezentuje przeciwnikowi oddział, który mówi „Albo sobie ze mną poradzisz stary, albo masz naprawdę przechlapane!”. A która opcja jest waszą ulubioną formą budowania list?

Reklamy

8 Responses to “MOU vs. Deathstar!”


  1. 1 el
    05/27/2009 o 14:57

    Chyba nie można upraszczać sprawy do MoU/Deathstar. W 40k chodzi o uzyskanie jak najlepszego stosunku cena/jakość. Stąd rhinosy wystawia sie zwykle gołe, bo upgrade’y podnoszą cenę, nie poprawiając szczególnie skuteczności. Ale już nob bikerów wystawia sie an wypasie, bo dzięki dużej przeżywalności, jeszcze zwiększanej przez te bajery, chłopaki robią sie naprawdę wesołą zgrają.
    Ja raczej ograniczam ilość nadobowiązkowego sprzętu do jakiegoś rozsądnego minimum. Każdy odział ma swoje zadania na polu bitwy i zostaje wyposażony w sprzęt, który jest im do tego celu potrzebny. Berzerkerzy mają sie bić, więc nie wychodzą z domu bez rhino i championa z fistem. Ale już plasma pistole są absurdalnie drogie i zupełnie zbędne… Gdyby były po 5 pkt to pewnie bym z nich korzystał.

  2. 05/27/2009 o 16:23

    Czyli nie mniej nie więcej, stosujesz się do swojej określonej wartości MOU ;)

  3. 3 el
    05/27/2009 o 17:51

    W pewnym sensie tak ;) Chyba o to chodzi – zmaksymalizować skuteczność oddziału, zminimalizować cenę. Odwrotny trend byłby strzałem w stopę ;)

  4. 05/27/2009 o 18:13

    Tak, tylko MUO dokładnie tak się bawi – maks skuteczność przy minimalnej cenie. Deathstar idzie o krok dalej – walimy cenę w pupala, byle wyżyłować skuteczność do granic możliwości, bez kompromisów.

  5. 5 el
    05/27/2009 o 19:16

    W takim razie nob bikerzy nie są dobrym przykładem. Dawanie im bosspole, ammo runtów i innych takich śmiecie znacznie zwiększa ich przeżywalność. Jeśli wszyscy są inaczej złożeni to często trzeba wbić kilka woundów, żeby którykolwiek zdecydował sie opuścić stół ;)
    Nie do końca rozumiem ten podział. Deathstar to raczej rozpiski początkujących – wrzucanie wszystkiego co się da, albo jest fajne. Sam tak robiłem ;) Doświadczeni gracze przycinają to, co jest zbędne żeby wcisnąć za to dodatkowy oddział ;)

  6. 6 Gurthrog / Gobbos
    05/27/2009 o 20:25

    to trochę tak jak z demonicznym princem tzeentcha, można mu dać wszystko i będzie silną combatową latającą bestią z opcją instant death a strzelał będzie z 3 broni na raz ale kosztować będzie prawie 300 pts, a można dać mu upów do 160 pts i będzie fajnym strzelającym typem co potrafi też z lekka przywalić ale z landem sobie nie bardzo da radę

  7. 05/27/2009 o 20:48

    Najłatwiej opiszę różnicę pomiędzy MUO i Deathstar na dwóch przykładach w armii Ogrów do WFB.

    Tyrant – w opcji MUO dajemy mu zwyczajny Great Weapon – ma sporo ataków z siłą 7, niszczy charioty jednym woundem, uderza na tyle mocno, by na 3+ ranić największe pudziany w grze. Koszt upgrade’u: 7 punktów. Skuteczność wysoka. A w opcji Deathstar daję mu magicznego great weapona, Tenderisera, który każdy wound zamienia na D3 woundy – doskonalszy w mordowaniu potworów oraz w challengu, ale to to wszystko. Cena 50 punktów. Obie opcje mają sens.

    Podobnież opisany w tekście kloc Irongutów. Normalnie gra się na 3 żelazobrzuchach ze sztandarem. Ta formacja jest tania i skuteczna, maksymalizuje zalety jednostki. Ale Deathstar Ironguts dorzucają tyle rzeczy, by nie tylko utrzymać maksymalizację zalet, ale też zniwelować wady – dorzucamy liczbę ogrów, by mieć gwarantowany outnumber co z połączeniu z Fear’em daje wrogiej jednoste autobreak’a, jak przegra walkę. Dorzucamy Bellowera i Tyranta, by mieć te 10 LD przy zbieraniu się, jeżeli jakimś cudem uciekniemy. Dorzucamy magiczny sztandar, i drugi szereg, by mieć więcej bonusów do CR. Mamy jednostkę wielokrotnie droższą, ale taką, która wypełniła swoje luki. ;)

  8. 8 el
    05/27/2009 o 21:09

    Nie grałem nigdy w battla. Wystarczyło mi, ze przyjrzałem sie grze w przerwie między swoimi bitwami. Nie mój klimat. Świat jest fajny, ale atmosfera przy stole zdecydowanie odbiega od tej znanej mi z 40k ;)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Maj 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Kwi   Czer »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Staty:

  • 66,225 Wejścia

%d blogerów lubi to: