Archiwum dla Czerwiec 2009

30
Czer
09

Zmiany, zmiany!

Zmiany zawsze bolą, ale czasem po prostu trzeba – poprzedni layout bloga był bardzo przystępny, niestety, nie posiadał paska bocznego co było skrajnie irytujące. Wszelkie miłe dodatki jak dostęp do chmury tagów, kategorii czy archiwum leżały odłogiem na samym dnie bloga, pewnikiem nie widziane przez ludzkie oko. A że chmurka urosła, kategorii jest wiele a i dostęp do archiwum do użyteczne narzędzia, musiałem zmienić layout na taki, który te opcje umiejscawia w odpowiedni sposób. Oczywiście, to tylko wymówka dla prawdziwego powodu, jakim jest założenie konta na Twitterze i próba ćwierkania o każdym pojedynku, bitwie i grze jaką rozegram w pełen zakres systemów, jakimi się bawię – i obiecuje, bez ściemy, żadnego wymyślania by zapchać Twittera! Realna walka, realny SMS, prawdziwe ćwierknięcie! Może to i słaba wymówka, ale taka pozostanie, więc się przyzwyczajcie drodzy czytelnicy ;)

Z innych opowieści, internet to rzecz piękna – a Twitter to dopiero początek przechodzenia w prawdziwy Web 2.0. Znacie Ustream? Serwis, w którym za friko można streamować online dźwięk/obraz? Oczywiście znalazło się miejsce dla Warhammera 40k,w postaci świetnego radia poświęconego w całości temu systemowi – co sobotę świeżutkie słuchowisko. Po angielsku co prawda, ale co to za problem?  Raporty z bitew, duskusje, porady i taktyki. Gorąco polecam chociaż raz wypróbować, bo Radio 40K rządzi.

Jakby tego było mało, pewna grupa skrajnych aktywistów uruchomiła serwis Beast of War, który jest ciekawym połączeniem listy mailingowej z nagraniami – zapisując się do subskrypcji zaznaczamy jakie tematy nas interesuja, a panowie z bestii wojny z radością  posyłać nam będą swoje wymysły, głównie pod postacią filmików poświęconych danej tematyce. Aktualnie rządzą oni przede wszystkich w tutorialach z kategorii „Jak poskładać dany model”, w tym pojazdy do apokalipsy oraz – co dla mnie najfajniesze – najnowsze tereny z dodatku Planetstrike! Doskonała produkcja, dobre tematy, profesjonalne podejście. Nic, tylko czekać na więcej towaru z pod znaku Bestii!

29
Czer
09

Infinity Tactica: Hac Tao

_2Nakręcamy I n f i n i t y, taka moja decyzja! Warhammer jest fajny i w ogóle cacy, ale do jasnej cholery, nie czyńmy z niego sztucznego monopolisty, kiedy dookoła jest masa dobrych albo wręcz bardzo dobrych systemów. Naturalnie trafiają się niewypały, jak AT-34 które zrujnowało Rackham i doprowadziło do wykupienia firmy przez Fantasy Flight Games. Ale trafiają się perełki, a za taką uważam właśnie Infinity – fantastyczna mechanika, ładne modele, interesujący świat i klimacik a la Ghost in the Shell. Ta kombinacja do mnie przemawia. No, ale dość tego przydługawego wstępu, czas na konkretną treść. W ostatnim Infinity Tactica pokazywałem ciężką piechotę Kombinatu pod postacią śmiercionośnego Charontyda. Dzisiaj zaś uraczę was Hac Tao, wyjątkowo paskudnym wojakiem armii Yu Jing.

Hac Tao to świetnie wyszkolony, wyzbyty strachu wojownik który radośnie poświęci swoje życie dla kraju. Nie ma co jednak marnować takiego poświęcenia. Hac Tao nie oznacza nic innego jak Czarna Magia – a jest to referencja do ich najnowszego, cudownego pancerza wspomaganego gwarantującego  im kamuflaż termo optyczny i całkowitą niewidzialność – zarówno dla oczu, jak i dla urządzeń namierzających. Pozostając w ukryciu przez wiele godzin Hac Tao może w dowolnym  momencie uderzyć z zaskoczenia z ogromną mocą, a jego ciężki pancerz uchroni go przed wrogim kontratakiem. I tak oto mnisi napierają na wroga czyniąc spustoszenie w jego szeregach, tygrysy spadają z nieba a Hac Tao siedzi sobie spokojnie czekając na Swój Złoty Moment.

Hac Tao nie posiada praktycznie żadnych umiejętności specjalnych za wyjątkiem kamuflażu termo optycznego gwarantującego mu dużą odporność na niespecjalistyczny wrogi ostrzał jak i dającemu możliwość tajnego wystawienia – co jest wyjątkowo mocarną możliwością zwracają uwagę na to, iż Hac Tao może być wyposażony w rakietnicę! Rakietnica wyskakująca znienacka na naszego TAG’a, na która nie mamy reakcji to wyjątkowo zabójcza rzecz i największy plus tej jednostki – czysta, mordercza siła ognia pojawiająca się znienacka na polu bitwy naprawdę może przeważysz szalę zwycięstwa, o ile zostanie poprawnie użyta. Dodatkowo, jakby tego było mało, Hac Tao wyposażony jest w Shock Close Combat Weapon, a w standardzie ma Multi Rifle – daje mu to szerokie spektrum możliwości. Możemy poprowadzić go do starcia bezpośredniego i skorzystać z jego niesamowitej wytrzymałości, rozdając przy tym śmiertelne ciosy, możemy też pozostać mobilnym i wspomagać drużynę ostrzałem różnymi pociskami, zależnie od wymogów sytuacji.

Hac Tao jest genialnym i diabelnie wrednym wyborem na dowódcę grupy uderzeniowej (tzn. Lieutenanta), gdyż jest twardy. 2 rany, 5 pancerza, niezłe BTS oraz -6 do bycia trafionym zapewnia mu ogromną przeżywalność. Podobnie jak u Charontyda, jego spory koszt jest wadą i zaletą – żeby przycisnąć Yu Jinga na tyle, by wystąpiła sytuacja 60% strat, trzeba konieczne rozwalić Hac Tao. A że jest twardy, przy sprytnym kierowaniu i omijaniu większych niebezpieczeństw jesteśmy w stanie długo utrzymać go przy życiu.

Podsumujmy pana Czarną magię!

  • Ukryta w termooptycznym kamuflażu rakietnia to czyste zło. TAG’i wroga nie są nigdzie bezpieczne. Prawdę powiedziawszy, przy BS równym 14, nic nie jest bezpieczne. Jedynie jednostki z Multi Spectral Visor stanowią dla Hac Tao zagrożenie, a i tak tylko pod warunkiem posiadania mocnej broni.
  • Hac Tao jest dobrym wyborem w roli dowódcy – jest twardy i sam dobrze walczy.
27
Czer
09

Kwestia fluffu…

_1

fluff
[flʌf] kłaczki, meszek; napuszać, wzburzać, (pot.) skopsać, schrzanić

Tak brzmi dokładne tłumaczenie tego słowa. Wszyscy miłośnicy gier wojennych wiedzą jednak, iż definicja ta jest poprawna tylko dla danej wartości poprawności. Fluff to nic innego jak tło wybranej armii – to magiczne coś, co nie bierze udziału w grze, nie wpływa na mechanikę i jest rodzajem świątecznej ozdoby. To coś, co przyciąga uwagę i w wielu wypadkach jest decydującym czynnikiem wyboru Tej a nie Innej armii. To są właśnie te kłaczki, ta delikatna, kosmkowa osnówka dookoła list, statystyk i ekwipunku, którym będziemy pomykać na polu bitwy. Pytanie brzmi, czy jest to dla was ważny element gry?

Ujmę to inaczej. Który opis bardziej wam odpowiada. „Rzuciłem tę szóstke, i trafiłem go z bolca, a on nie zdał sejva na jedynce, niezły pech, i mu zwaliłem tego termosa, hah!”.  Czy może „I wtedy brat Pullo pociągnął za spust swego uświęconego boltera, a jego rakietowy pocisk kierowany słusznym gniewem Imperatora przebił pancerz Heretyka, ekplodując w jego wnętrzu i kończąć jego godny pogardy żywot!”. Oba opisy są skrajnym przedstawieniem tej samej sytuacji: z punktu widzenia czystej mechaniki oraz z punktu widzenia czystego „klimatu” czyli tego naszego mistycznego Fluffu.

Do czego zmierzam?  A no do puenty w  formie pytania – czy „fabularyzujecie” swoje rozgrywki? Czy wasza armia ma za sobą tło? Czy kiedy szturchacie swojego plastikowego wojaka, to w waszych mózgach rozgrywa się bitwa i aktualne wydarzenia? Czy czujecie, że wasz oddział z trudem przebija się pod zaporowym ogniem wroga, a sierżant klnie pod nosem i wydaje rozkazy?

Grałem z graczami o dwóch zupełnie skrajnych postawach w tej kwestii. Dla Numeru 1, postawa fabularyzowana była nie tyle  błędna, ile po prostu głupia. Kiedy rzucało się jakiś tekst, jakąkolwiek fabularną wstawkę, nawet coś tak prostego jak „For the Emperor!” przy szarży marines’ami, to ten gość patrzył na ciebie jak na jakieś głupawe dziecko. Sam nigdy czegoś takiego nie robił, a jego komentarz w czasie grania był tak suchy i „mechaniczny”, jakbym grał w szachy, a nie w grę wojenną o bogatym świecie i rozbudowanej historii. Jak sami widzicie, nie odnoszę się to takich najlepiej, samemu będąc hardkorowym klimaciarzem. Gry wojenne mają w sobie takie jedno ważne słowo, a mianowicie gry. Są grami, rozrywką, przy której mam pękać z radości. Bo co to za rozrywka, kiedy nie czuję entuzjazmu i relaksu podczas jej uprawiania? Matematyczne podejście do gier wojennych zabija samą ideę takiej zabawy -równie dobrze zamiast modelami można by używać zasad poprzez użycie kartoników oznaczonych numerem i literą jak w Bitwie Morskiej. Dlatego też dużo bliżej mi do gracza Numer 2, totalnego klimaciarza który narracyjnie prowadzi swój pojedynek, opisując akcje swych oddziałów – czy istnieje coś lepszego niż solidny okrzyk „Waaagh!” przy używaniu tej zdolności u Orków? Takie płynące z samego dna trzewi bojowe wycie jest, jak to mówią na the-waaagh.com, right’n’proppa! Okrzyki „For the Emperor!”, „Let’s get luggin!” czy „Death to the False Emperor!” jak dla mnie są chlebem i masełkiem tego hobby! Czyż nie rozpiera was duma, kiedy wasz wielki mek z Shokk Attack Gunem zabija w walce wręcz ostatniego terminatora chaosu? Czyż nie chce się wtedy powiedzieć, iż trzasnął go swym wielkim odkurzaczem i rzekł „Ye disturbin’ me ya zogger! *plank!*”. Heroiczna szarża wściekłego herszta na dowódcę Tau, który przetrwał atak 20 chłopaków i burszuja z energopazurem z tekstem „Ja wam pokaże chopaki, jak się miażdzy te rybo głowiaste kosmity!” po czym w istocie rozrywa go na strzępy. To jest to, to jest czysta rozkosz! A czy zwycięstwo twego oddziału nie jest tym większe, im bardziej czujesz ten oddział? Kiedy „te plastikowe, no, marynaty, ej?” coś zniszczą to tak nie brzmi za bardzo szlachetnie… ale kiedy oddział Verita Prima pod światłym przywódctwem brata sierżanta Tytusa Strabo w morderczym ostrzale z bolterów rozniesie zielonoskórych na krawe kawałki, czyż nie cieszycie się z tej drobnej wiktorii i nie udziela się wam ich chwała?

Dlatego apleuję do graczy: nie lękajcie się fabuaryzmów i nazywania swych wojaków z plastiku. Nie bójcie się komentarza odnośnie aktualnych wydarzeń dziejących się na polu bitwy. Niech to będzie prawdziwa bitwa! A nie pojedynek matematyki i rzutów kostek.

25
Czer
09

Infinity Tactica: Charontyd

CharontydDzisiaj dla zagorzałych miłośników mrocznego wszechświata, gdzie istnieje tylko wojna, nie będzie absolutnie nic. Ostatnio lekko ograły mi się boltery, kosmiczni marines czy inne mroczne gmerania sił zza Osnowy. Jako że jestem zabezpieczony od takich wypadków, mam w zanadrzu kilka systemów, które zabawiają mnie, gdy świat Warhammera znuży mnie swoim ciężarem. Ostatnio nadrabiam stracony czas w I n f i n i t y i ostro potestowałem moją listę na Shasvastich i EMI. Lista działa morderczo (same wiktorie, jaj!) ale i pokazała mi kilka milutkich rzeczy na temat Charontyda.

Infinity to taka gra, gdzie każdy model może mocno wpłynąć na przebieg bitwy, i gdzie każda specjalna umiejętność (a jest ich masę) ma swoje ewidentne zastosowanie. I tak oto Malignos biega sobie ze Shroudedem rozstawiając miny nanowłóknowe, ku radosnej dezorientacji wroga, który może jedynie się domyślać, który znacznik to mina i w którym momencie (o ile w ogóle!) rozdzieliłem tę parkę Shasvastich. To jest ich moc – słabe statystyki nadrabiają masą dobrego sprzętu i solidnym zestawem umiejętności. Ich użycie wymaga nieco sprytu, dobrego planu i zwyczajnego wyczucia w czasie gry. Charontyd dla odmiany jest w użyciu prosty niczym trzonek topora – chociaż jego uzbrojenie jest potężne a umiejętności zacne, to jest on stworzony do siania strachu i brawurowych akcji, o których nie śniło się żołnierzom z krwi i kości.

Charontyd nie potrzebuje osłony. Charontyd się nie chowa.  Charontyd kpi sobie z ognia wroga… no, za wyjątkiem rakietnic, snajperek i innego ciężkiego sprzętu. Ale nawet te zabawki muszą się napocić, by zrobić Charontydowi ziaziu. Pancerz 5, niezły Bio-Tech Shield oraz mus zadania mu 3 ran (dzięki Valor: No Wound Incapacitation), by spadł daje naprawdę niezłego twardziela który nie jednego Combi-Rifla może przyjąć z dumnie uniesioną głową na klatę. Tym bardziej, że odpowiada morderczym ogniem działka plazmowego lub zasypuje wroga nanobotami ze swojego Nanopulsera, czyniąc wielkie szkody w narodzie. Dorzućmy Multi-Spectral Vision LV.3 et voila! Morderca na zawołanie – nic się nie ukryje przed jego słusznym i zabójczo skutecznym gniewem. Oczywiście, jest zabawką drogą w punktach, ale w każdej walce spłacał się z łatwością. Wykorzystanie go nie jest jednak takie łatwe. Uderzanie na „chybcika” w pierwszej turze może w istocie zadać sporo obrażeń, ale niesie ze sobą ogromne ryzyko utraty naszego ciężkiego drania z całej masy ARO, jaką przeciwnik jeszcze będzie dysponował na początku rozgrywki. Lepiej ukrywać nasze 80 punktów aż do mid-game’u, gdzie wskoczy do akcji wycinając to, co pozostało naszemu przeciwnikowi. Zanim poślemy gdzieś Charontyda upewnijmy się, że rozwaliliśmy wszystkich hakerów wroga albo przynajmniej jego Reapetery – shackowanie Charontyda jest najłatwiejszą drogą do wyłączenia go z walki, nawet pomimo jego solidnego BTS’u. Kiedy pole jest czyste, raduj się z rozwałki jaką da ci metalowy wojownik EMI.

Dodatkowo, pamiętajmy o tym iż:

  • Charontyd ma zdolność Ghost: Mnemonica, jest więc idealnym Lietuenantem dla każdej armii kombinatu – umiejętność praktycznie likwiduje możliwość straty tury z powodu utraty dowódcy. Po prostu umysł EMI przerzuca się do najbliższej Kostki w naszej armii, a jednostka która otrzyma ów umysł od razu staje się nowym dowódcą. Jest to bardzo apetyczny dodatek do i tak już mocarnego wojaka.
  • Kosztuje sporo punktów, co jest tak samo wadą jak i zaletą – jeżeli dobrze go wykorzystamy i przez znaczną część pojedynku będziemy go raczej ukrywać niż nim działać, to mamy spore szanse na przetrzymanie wroga nie musząc zamartwiać się o zasadę „Uciekajmy, bo 60% naszych punktów już zniknęło” – jego wysoki koszt w grach na 250-300 punktów praktycznie gwarantuje, że niełatwo będzie wrogowi zmusić nas do odwrotu.
22
Czer
09

Realms of Battle!

Hej, witam po nieco dłuższej niż planowałem przerwie. Przerwa w postowaniu była taka długa nie ze względu na wrodzone lenistwo, lecz ze względu na drobny eksperyment. Przez pierwsze dwa dni absolutnego nie uaktualniania bloga notował on bardzo wysoki poziom dziennych odwiedzin – czyżby Metal’n’Plastik dorobił się stałego grona wygłodniałych czytelników? Musiałem zbadać tę kwestię dogłębniej, i tak też postanowiłem przez praktycznie tydzień nie wrzucać aktualek! Ku mej wielkiej radości poziom wejść nie spadł ani ociupinkę, i codziennie notowałem zestaw odwiedzin żądnych wpisów czytelników. Nie dręcząc więc was dalej mą niewyrafinowaną rozryweczką, postanowiłem opublikować tę oto… polecankę. Recenzje. No, coś w okolicach.

realm

Niedawno zakupiłem bowiem pewien szalony produkt firmy Games Workshop (ohydnego monopolisty o brudnych praktykach… tak wiem, obiecałem petycję, ale mój ‚inglisz’ pisany nie jest cudowny, i idzie mi ona jak po grudzie. Ale będzie, przysięgam na Odyna!) o szlachetnej nazwie Realms of Battle. Tak, jak otworzyliście linka, to wiecie o co biega – składany, plastikowy stół do gry z 6 komponentów. Zbędny wydatek? Kasa wyrzucona w błoto? Styrodur, wiórowa płyta i litr wikolu wyszedłby na to samo? Może i by wyszedł, ale już by nie wrócił. By za pomocą DIY zrobić stolik dobrej jakości, potrzeba czasu, werwy i zapału, który ja całkowicie przeznaczam na malowanie figurek w tym hobby. A składany stół okazał się całkiem niezłym kawałkiem sprzętu.

Po pierwsze, haraszo ciężkie jest jak cholera. Żaden ze mnie Pudzian, ba, żywiony cheetosami i piwem mam raczej szlachetny beerceps niż jakikolwiek godny uwagi biceps, więc noszenie tego gdziekolwiek to lekka mordęga dla mego krzywego kręgosłupa. Na dodatek bydle wielkie jak największa cholera, jaką w życiu widzieliście – 6 kwadratów w wymiarach 24″ x 24″ robi swoje, i gwarantuje wam, że w autobusach/tramwajach będziecie znienawidzeni. Na szczęście mordęga warta jest punktów lansu, które zyskujesz, gdy wchodzisz do swojego klubu z wielką, mroczną torbę z wielkim logiem Citadel! A gdy wyciągniesz swój stoliczek, ludzie będą pragnąć na nim grać!

Przede wszystkim stolik ma oficjalny i uświęcony tradycją rozmiar, zgodny z nieomylnym zamysłem Games Workshop. Jego modularność pozwala na poskładanie kilku ciekawych wariantów bazowych. A to wielkie wzgórze na środku, a to dolina, a to przesmyk, a może wąwozik. Naturalnie poleganie na wbudowanych ukształtowaniach terenu jest dopiero uwerturą do postawienia na polu bitwy szerokiej gamy terenów własnych. Trzeba jednak pochwalić GW za jakość produkty – wzgórza, klify, spękana ziemia, czaszki wystające z każdej dziury… Wszystko to prezentuje się godnie. Sam plastik jest dużo twardszy od standardowego plastiku używanego do modeli, a żebrowa budowa płyty dodatkowo gwarantuje niezwykłą solidność (w moim skromnym pokoiku rozstawiam pole bitwy na dywanie, i bez skrępowania chodzę po nim – a jestem 80 kg żywej wagi!). Metoda „łączeń” również jest bardzo dobrym rozwiązaniem. I bardzo, bardzo prostym – ot, używamy grubych, plastikowych zaczepów do tymczasowego połączenia elementów pola bitwy. To działa! Moduły planszy nie latają na wszystkie strony i grzecznie siedzą na swoim miejscu.

Malowanie to temat dla cierpliwych – powierzchnia jest spora, czaszek jest masa, i dla perfekcjonisty lub estetyka pomalowanie całego pola bitwy zajmie kawał czasu. Na dodatek czekają nas wydatki! Kilo posypek/trawek, litr kleju, wielki pędzel i gargantuiczne ilości farby – „zestaw narkomana” wypuszczony przez GW specjalnie dla tych, co kupili Realms of Battle: opakowanie zawiera wielki worek trawki statycznej, upragniony wielki pędzel i od cholery brązowej farby. Prawdę powiedziawszy, jeżeli chcemy trawiaste pole bitwy, ten zestaw jest obowiązkowym i całkiem oszczędnym zakupem. Dla bardziej wybrednych klientów, takich jak ja, robota nie będzie ułatwiona – jako że pragnę utworzyć pole bitwy urban-wasteland (szary piach, druty kolczaste, kawałki śmieci i masa terenów zrujnowanego miasta…), to czekają mnie nie lada zakupy w kategorii szarych farb i nie-trawiastych posypek. Kupując ten produkt pamiętajcie, że jego pełne przygotowanie zajmie was naprawdę sporo czasu.

Oceniając ten produkt nie mogę powiedzieć, bym był zawiedziony. Ba, jestem bardzo zadowolony! Jakościowo plansza jest fantastyczna, nosząc ją poćwiczę muskulaturę a malowanie jej będzie długotrwałą frajdą. I ten szpan na dzielni… Polecam każdemu, kto nie ma ochoty babrać się w płytach wiórowych i kilogramach styroduru. Amen!

16
Czer
09

O nawiercaniu broni słów kilka.

Oglądając w internecie różne modele dochodzę do wniosku że wiele osób nie nawierca otworów w lufach. Przykładowo ta zielona armia prezentowała by się o wiele lepiej gdyby autor nawiercił by otwory wszystkim orkom. Bo mimo że armia pomalowana jest na naprawdę dobrym poziomie to te nienawiercone gnaty rzucają się w oczy i psują efekt końcowy.

Pomyślcie sobie gdyby tak was wysłano na wojnę, zbliżacie się do przeciwnika, pociągacie za spust a tu nic nie strzela patrzycie a tu lufa od waszej broni nie posiada otworu. No dobra może to nie jest tak poważna sprawa ale po co wasza armia ma wyglądać gorzej skoro takim łatwym sposobem można po prostu nawiercić im pukawki?

Niestety figurki GW i chyba innych producentów również mają to do siebie że ich bronie nie posiadają otworu z którego powinien wylecieć pocisk. Mimo że nie znam się na sposobach produkcji figurek to wydaje mi się że skoro żadna firma nie ma fabrycznie nawierconych otworów na broń to jest to jakiś większy problem bo raczej wątpię w to że nikt z producentów gier bitewnych by nie wpadł na pomysł fabrycznego nawiercić…

Ale wiem że nie jest problemem nawiercenie kilku broni jest to proste i nie wymaga wiele czasu. Chyba że chcemy zrobić głęboką dziurę ale i tak trwa to najwyżej kilka minut. Do wywiercenia dziury w lufie nie trzeba jakiejś mechanicznej wiertarki, wystarczy taka ręczna wiertareczka zwana przeze mnie szpikulcem.

Oto co potrzeba do nawiercenia dziury

Akcesoria

No więc jedziemy od lewej:

  1. Nożyk do tapet – nie jest on niezbędny ale bardzo pomaga w nawiercaniu dziur jego zadanie polega na wycięciu początkowej dziurki do której będzie można wprowadzić wiertełko, na początku go nie używałem i próbowałem nawiercać samym szpikulcem ale kilka razy szpikulec ześlizgnął mi się z powierzchni lufy i kaleczył moje biedne palce ; ) .
  2. Broń – czyli to co chcemy nawiercić może to być zarówno bolter kosmicznego marine jak i pokazana powyżej orkowa strzelba.
  3. Świderek – który służy do poszerzaniu dziur w lufach
  4. Szpikulec – nim pogłębia się dziury w lufach

Wydaje mi się że nożyk do tapet posiada każdy modelarz jest to na prawdę potrzebna i przydatna rzecz w naszych hobby i jeśli jeszcze nie macie takiego nożyka to radze wam zakupić chociaż jeden przy najbliższej okazji ; ) .

Świderek i szpikulec można znaleźć w zestawach śrubokrętów, no bynajmniej ja mam je właśnie z takiego zestawu. Myślę że należałoby poszukać w sklepach budowniczych. Tutaj możecie znaleźć poradnik jak samodzielnie zrobić sobie wiertereczke ręczną

Same nawiercanie wygląda tak:

  1. Bierzemy do ręki broń
  2. Nacinamy lekko nożykiem dziurkę do którego wsadzimy szpikulec
  3. Wkładamy szpikulec do świeżo wyciętej dziurki i wiercimy aż będziemy zadowoleni z efektu, jeśli dziurka wyda się nam zbyt wąska używamy świderka ; ) .

Prawda że proste? Efekt skończonej figurki jest o wiele lepszy jeżeli posiada chociażby mały otwór w swoim gnacie. Chwała wam jeśli już nawiercacie swoim podwładnym bronie ale jeżeli jeszcze tego nie robicie to może ten mały poradnik zachęci was do nawiercania.

13
Czer
09

Jak zrazić do siebie ludzi – Poradnik autorstwa Games Workshop

Długi tytuł, ale jakże prawdziwy. Games Workshop, gigant na rynku gier figurkowych, absolutny dominator w tym temacie bez cienia wstydu gra na nosie swych wiernych klientów przeróżnymi sztuczkami. Nie jestem wrogiem korporacjonizmu czy zawziętym oponentem samego GW. Było nie było, firma ta kilka razy obsłużyła mnie na naprawdę najwyższym poziomie, a ich Customer Service jest naprawdę godny pięciu gwiazdek i certyfikatu Absolutnej Satysfakcji. Rzecz w tym, że panowie z Nottingham znają swoją mocarną pozycję na rynku, i pozwalają sobie na naprawdę brudne posunięcia…

Takie jak czerwcowa podwyżka na masę swoich produktów. Nie była to duża podwyżka (choć w niektórych przypadkach jednak była widoczna, na przykład u Balroga) i nie miałbym żadnych oporów przed jej spokojnym łyknięciem. Gdyby nie fakt, że kilka miesięcy przed ogłoszeniem podwyżek panowie z GW zaklinali się na dusze swoich zmarłych babuń, że ceny plastików żadnych nie wzrosną, i że będą wręcz tanieć, i że będzie raj na ziemi! Raj się rozwiał, ceny poszły w górę, a firma się wypiera, że oni nigdy oficjalnie nie ogłosili, że podwyżek nie będzie.

Jakby to było mało, teraz internet śmieje się gorzko z nowej, cudownej ceny pudełka z plastikowymi Greatswordami! Cudowne pudełko z 10 wielkimi mieczami, drużyną dowodzenia i w ogóle, pełna rozkosz… tyle, że kosztuje więcej, od 10 metalowych Greatswordów, które – jakkolwiek jest to dyskusyjne – są ładniejsze i przynajmniej noszą tę pełną zbroję płytową. Jakim cudem udało im się stworzyć plastik droższy od metalu, najstarsi górale nie wiedzą, a mędrcy tego świata próbują zgłębić ów sekret.

Powiem naprawdę dosadnie i używając słów nieparlamentarnych – Games Workshop traktuje klientów jak szmaty, z których można wszystko wycisnąć. Najgorsze jest to, że mają chłopaki po części rację! Naturalnie, wszyscy się burzą, miotają i wyklinają, ale w końcu i tak grzecznie tańczą w rytm ich fletni, podrygując radośnie. Mam jutro zamiar zorganizować bojkot nowych plastikowych greatswordów, a dokładniej – ich szalonej ceny. Bojkot będzie zorganizowany na Warseerze, i będzie polegał na zbieraniu podpisów na petycji skierowanej do Mighty Games Workshop! Wątpię, czy podziała, ale niech mnie szlag jasny strzeli, przynajmniej dam im znać, że nie podoba nam się ich metodologia działań.

Rodacy! Pomożecie?




Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Czerwiec 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Maj   Lip »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Staty:

  • 66,145 Wejścia