09
Czer
09

Gdy krew się gotuje…

klnie

Wita was wieczorową porą, chociaż szczerze mówiąc, jest już druga w nocy – tak pogańska pora, że nawet poganie by mówili „O rany, to już ta pogańska pora!”. O takiej godzinie, po wlaniu w siebie pół litra płynów energetycznych, me wrzące trzewia domagają się ataku na czcionkę, i pragną utworzyć wpis w stylu wolnym, który przez literatów nazywany jest felietonem. Usiądźmy (czy też legnijmy na łożu, jakoż czynię) więc wygodnie, i na wstępie zróbmy rachunek sumienia zadając sobie na pytania – Czy podczas ostatnich rozgrywek odczuwałem irytację? Czy była to irytacja uzewnętrzniona w formie gniewu/narzekań/sarkań? Czy odechciało mi się nagle grać po jednym nieudanym, acz krytycznym rzucie kością? Czy – choć w życiu jestem skrajnym realistą i agnostykiem – podczas rozgrywki uwierzyłem, iż wisi nade mną Fatum i przeklina moje rzuty? I najgorsze – czy zepsułem drugiej stronie zabawę poprzez moje zachowanie?

To dotyka każdego, nawet najbardziej opanowanych mistrzów zen. Ba, gdyby Budda żył i grał w bitewniaki, nie raz by mu nerw puścił podczas rozgrywki. Nawet owiani legendą gracze, którzy otrzymali nagrody „Najbardziej Fair” czy „Najbardziej Przyjazny Gracz” mają swoje mroczne chwile, niczym Two-Face z Batmana. Zdarza się to w każdym bitewniaku, macie na to moje słowo. Czy to nieudany rzut na trafienie w Warmachine, gdzie miałeś tak ogromne dodatnie modyfikatory,  że praktycznie tylko moc Szatana mogła spowodować, że nie trafiłeś. Czy w Infinity, Kiedy wyskakujesz na wroga swoją Ciężką Piechotą, walisz w niego trzy pociski z Multi-Rifla, nic mu nie robisz, a on jedna kulką z aktywnej reakcji rozwala twojego twardziela. Albo w Flames of War, ogniem 20 karabinów maszynowych nie udaje ci się wyciąć jednego, nędznego oddziału piechoty. I nie wspominajcie mi nawet of WFB, gdzie na początku gry miscast może rozwalić ci kosztującego 300 punktów maga, albo w najważniejszym momencie walki goście nie zdadzą morali na LD równym cholerne 10! W takich przypadkach krew się w żyłach gotuje…

I tutaj pojawia się bestia! Dowiadujemy się błyskawicznie, jak bardzo panujemy nad sobą, jak dobrze uświadomieni jesteśmy, że to tylko gra, rozrywka na kilka godzinek, gdzie można wspólnie poturlać kości, pośmiać się i odpalić kilka epickich akcji. Przyznam się szczerze, że mam na koncie kilka wybuchowym momentów, kiedy duch się we mnie łamał, jęczałem jak pobity pies albo co gorsza, wyklinałem oburzony wszystko, na czym świat stoi, bo coś poszło drastycznie nie tak, jak chciałem. Pracuję nad tym – staram się ze wszystkich sił olewać fartowne rzuty mego oponenta jak i śmiechem zbywać moje nędzne próby wyrzucenia potrzebnych mi oczek. Nie jest to łatwe, gdyż powiedzmy to jasno – rozgrywka w bitewniaka ma być zabawą dla wszystkich partycypantów. A kiedy wszystko idzie nie po mojej myśli,  kości spiskują przeciwko mnie a przeciwnik nawet nie musi się starać, bo na 40 rzutów wyrzucił 30 razy 5+, to radość z gry szybko znika. Po prostu nie czuję, że gram, że cokolwiek kontroluję podczas takiej rozgrywki. Jakbym stał obok, i podziwiał, jak bitwa toczy się sama. Cała chęć spływa ze mnie niczym wyrok spływa po oskarżonym w naszym prawnym systemie.

Co począć? Liczenie do dziesięciu nie pomaga, gniew jest nieukierunkowany! Nie mogę być zły na przeciwnika, to przecież nie jego wina. Na pech? Pech to nic innego jak ślepa wiara w to, że nieożywione przedmioty za wszelka cenę chcą mnie wkurzyć, a to nie za dobrze brzmi na trzeźwo. W pewnym momencie wychodzi na to,  że jestem wściekły dlatego, że się wściekam z powodu czegoś, co miało być zabawą. Idiotyzm. Ale znalazłem dla siebie sposób… nieco, heh, możliwe że odrobinę irytujący dla mojego przeciwnika, ale lepsza leciutka irytacja niż ogromny zawód, gdybym nagle w ataku poddał walkę i narzekał jak klient NFZ’tu. Fabularyzuje grę w strefie wokalnej, znaczy, komentuje w sposób fabularny przebieg bitwy – mnie to bawi, i co najważniejsze, solidny opis śmierci mych plastikowych żołnierzy powoduje, iż nie czuję gniewu wypływającego z ich nędznego performance’u w czasie gry. Kiedy jednak wszystko idzie na dno, i już wiem, że bitwa jest przegrana przez nędzne rzuty, bawię się w totalny „Epic”, czyli wykonuje akcje uzasadnione tylko i wyłącznie fabularnie, jak samotna szarża Hersztem na oddział berserkerów Khorna z Czarodziejem w środku – Herszt zginął marnie, ale przynajmniej zabrał ze sobą do grobu tego cholernego magika! Skoro ma być zabawa, to jest zabawa, a nie raz odpowiednia wstawka powoduje radość u mego oponenta, kiedy słyszy, jak jego wojacy rozrywają mego szefa na kawałki.

Wszystko, byle by nie zrażać do siebie graczy. Wszystko, byle by nie wyjść na Buca Miesiąca – jeżeli zabawa jest popsuta dla mnie, to niech bogowie bronią, nie psuje jej dla tego drugiego gościa, dla mojego przeciwnika, który zgodził się poświęcić swój czas, by dobrze się bawić przy szturchaniu plastikowych miniaturek i odmierzaniu cali! Jeżeli po godzince zacznę się miotać i sarkać o Złym Świecie, W Którym Kostki Dymają Mnie w Pupala, to rozwalę mu cały ubaw i z dużą szansą spowoduje, że nie zechce ze mną grać w przyszłości. Dlatego zniosę tortury „pechowej rozgrywki” z uśmiechem przyklejonym do frontu twarzy, by chociaż 50% uczestników gry dobrze się bawiło.

Amen.

Reklamy

5 Responses to “Gdy krew się gotuje…”


  1. 1 Gurthrog / Gobbos
    06/09/2009 o 22:32

    Epickość to naprawdę fajna opcja.

    Sam kiedyś uczestniczyłem w bitwie „kill the sorcerer” w której ja i mój przeciwnik obaj CSM, obaj mieliśmy 1k Sons i bitwa skończyła się śmiercią wszystkich sorcererów poza jednym i wybiciem całej mojej armii. Najśmieszniejsza akcja to jak dwa oddziały 1k Sons pełzły do siebie strzelając po czym jeden zaszarżował drugiego. Była też bitwa „Machine God strike back” wszystkie pojazdy w bitwie (CSM vs CSM) zostały zniszczone przez Explode! a było to kilka, jakieś 8 rhino i Land Rider śmiechu było co niemiara bo np Abbadon zniszczył tylko 1 rhino które zabiło 2 lesser deamons i berserkera. Tak to już bywa, czasami zwykła bitwa robi sie epicka a gdy wokół stołu zbierze się ekipa dobrze osadzona we fluffie to zabawy jest po trzykroć, niezależnie od tego kto wygrał.

    Pamiętam też wielki dylemat: czy wjechać motorami do rhino przez tylną rampę, czy też zastrzelić oblita?

  2. 2 Cylindryk
    06/10/2009 o 02:54

    Ee… w sensie wjechać na wrak? Bo innej opcji nie ma… chyba że jakieś totalnie fun zasady…

  3. 3 Gurthrog / Gobbos
    06/10/2009 o 05:25

    nie, stali za rhino z krótego wypełzły plagi. Wiadomo było że oddział nie przeżyje następnej tury i mogli albo strzelić i zaszarżować w rhino albo w oblita, czy jakiś mały squad. Stali dosłownie 3 – 4″ za tylną rampą i wyglądali jakby naprawdę chcieli zaparkować w środku. To była ich ostatnia bitwa.

  4. 06/10/2009 o 20:32

    Generalnie wraz z Mariosem wymyśliliśmy na DMP żeby robić kostki z dobrej jakości landrynek. rzucasz, nie wychodzi ci rzut – zjadasz ją ze złości.
    oczywiscie pewnie pojawiłby sie problem grania jednym zestawem kości, zabobonami typu huhanie, wycieranie pod pachą, potrząsanie.

    ale i tak uważam, że byłoby to wielce zabawne.

  5. 5 Gurthrog / Gobbos
    06/10/2009 o 23:03

    można tak zrobić z tokenami w Warmachines / Hordes, zresztą chyba nawet kiedyś grałem M&Msami


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 8 years ago
Czerwiec 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Maj   Lip »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Staty:

  • 66,349 Wejścia

%d blogerów lubi to: