11
Lip
09

1. Nie będziesz miał LGS’ów innych przede mną!

Dziś,  mili czytelnicy, przysiądźmy sobie spokojnie przy ciepłym kominku i popijając gin z ginem z kropelką ginu posłuchajmy pięknej bajki, tajemniczej opowieści o zdradzie, radości, przyjaźni i mocy zawziętości, gdzie uparty zdobywa nagrody, a determinacja jest kluczem do sukcesu. Baśń ta zawiera w sobie ziarno prawdy, z którego wykiełkować może na gruncie podatnym plon mądrości, więc słuchajcie uważnie! Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami…

Żył sobie przeciętny gracz w systemy figurkowe. Klasyczny obraz, ba, stereotypowy wręcz – nadwaga, niewygolony zarost, okulary, pomięty T-Shirt oraz wielka ciągotka do Cheetosów. Nie był on najodważniejszy ani najbieglejszy w mieczu, ba, nigdy żadnego miecza nie trzymał w swych wiecznie przepoconych łapkach. Jego misją nie jest ratowanie dziewicy z opresji, tym bardziej, iż zgodnie ze stereotypem, płeć przeciwna to dla niego stworzenia zagadkowe, które nie potrafią docenić złożoności i ekscytacji rozgrywek plastikowymi/metalowymi miniaturkami. Miał on jednak swoje zalety – zapał i upór! I co najważniejsze potrafił je wykorzystać. Miejscem jego praktycznie stałego pobytu nie był jego mroczny loch zwany mieszkaniem, lecz radosny sklep specjalistyczny, całkowicie poświęcony jego hobby. Był to nie mniej, nie więcej, jak wierny Local Game Store! Przebywał tam całymi godzinami, korzystał ze stołów i grał na potęgę, szlifując swoje umiejętności. To tutaj, od biegłych w zasadach i zawiłościach rozgrywki sprzedawców dowiedział się więcej o swojej armii, to grając właśnie z nimi podniósł swoje umiejętności. Niestety, sklep miał wadę w postaci cen wysokich – niby wiedział, azaliż czemuż tako jest! Czynsz, lokal, media, pracownicy – to wszystko kosztuje, a więc i marża musi być, by to wszystko utrzymać. I w jednym z miliona wszechświatów alternatywnych nasz dzielny bohater uznał, iż woli kupować w internecie.  I w tym smutnym uniwersum Local  Game Store upadł po kwartale, gdyż większość stałych bywalców korzystała, ale nic nie dawała w zamian, zwyczajnie robiąc zakupy w necie, bo było taniej. W tym wypadku opowieść była by krótka, a morał narzuca się sam.

Na szczęście w tym wszechświecie nasz bohater był świadom, iż bez wsparcia klientów sklep nie ma racji bytu!  A i był skłonny zapłacić te kilka złotych więcej za ten sam towar – było nie było nie otrzymuje on lii jeno ów figurki, ale też miejsce do grania i spotykania się z towarzyszami broni, wsparcie dobrze uświadomionych kopalni wiedzy, jakimi są sprzedawcy! To przecież też się liczy, i czy nie jest warte tych kilku złotych? Jego postawa wzorem była dla jego towarzyszy, którzy szli w jego ślady, i sklep trwał, trwa i trwać będzie, ku chwale i radości społeczności graczy.

No, dośc bajki, czas na konkrety. Widzicie, hobby specjalistyczne ma to do siebie że trwa i rozwija się tak długo, jak istnieje aktywna społeczność, która ów hobby nakręca. Ludzie są szybcy do narzekania, a więc i słyszy się, jak to trudno w Polsce o dobre lokale w których można pograć, w których asortyment jest szeroki a obsługa zna się na rzeczy. Zabawny problem pojawia się w momencie, kiedy jakoś nikt nie przyjmuje do wiadomości faktu, iż istnienie takiego sklepu to biznes, który musi się opłacać, a by się opłacał – truizm alert! – musi mieć klientów. I tuta zaczynają się schody, bo jednak kolekcjonowanie figurek, malowanie ich i ogólna zabawa w tym temacie nie jest tania! Polska nie jest krajem bogatym! Nasze PKB nie robi wrażenia na wszechświecie! I szukamy oszczędności, wyciągając  swe chętne ręce w kierunku sklepów internetowych, tanich i wygodnych. Jak dla mnie jest to jednak lekkie, powiem dosadnie, chamstwo, w wypadku kiedy nagminnie korzystamy z usług oferowanych przez pobliski sklep z  grami – gramy za darmo na ich stołach, korzystamy z mądrych porad specjalistów, mamy gratisowe miejsce na spotkania z ludźmi, którzy bawią się  w to samo. A jednak zapominamy, że to miejsce musi się jakoś utrzymać, i liczy na nasze pieniądze. Ok, nie chcę uprawiać profetyzmu zagłady, ale bądźmy fair – jeżeli korzystamy, dajmy coś w zamian,  kupmy coś od czasu do czasu naszym zaprzyjaźnionym sklepie, pomimo różnicy w cenach. Nie oszczędzimy co prawda kilku złociszy, ale pozwolimy naszej miejscówce trwać… a może nawet się rozrastać?

Nie jest to jednak wszystko w temacie! Pilnowanie, by wrzucić  do kiesy LGS’u raz na czas kilka solidnych banknotów to nie jest koniec naszej pracy, jeżeli aktywnie chcemy rozwijać nasze szlachetne hobby. Możemy zrobić o wiele więcej, jeżeli tylko zechcemy. Możemy poświęcić trochę drogocennego czasu na zrobienie kilku intro-game’ingów całkiem od serca, możemy pouczyć  młodszych graczy zamiast bez serca ich miażdżyć. Prosta sprawa, jeżeli chcemy, by hobby kwitło, róbmy wszystko, by tak się działo! Nie raz byłem świadkiem okropnych scen…

Scena rodzajowa – tło: Sklep z figurkami, przy stole do grania.
Stary Wyga #1: Zagrałbym. Grasz?
Stary Wyga #2: Niee, coś mi się  dziś nie chce.  Ale masz tu jakiegoś  świeżego do zmiażdzenia!
Stary Wyga #1: Ej, dobry pomysł. (Krzyczy) Te młody, gramy?!
Młody: (podekscytowany) O tak, tak!
[20 minut rozstawiania i 10 minut walki później]
Młody: (niemrawo i smętnie) Ale pech…
Stary Wyga #2: (zanosi się śmiechem) Aleś mu wpieprzył, totalna masakra!
Stary Wyga #1: No wiesz, to przecież noob nędzny!
(pusty śmiech, grande finalle)

W tym momencie mamy ogromne szanse, że potencjalny nabywca i gracz wyjątkowo zniechęcony rzuci to wszystko w cholerę i wszyskim kumplom powie, jakie to głupie i nędzne hobby jest. Tak to działa – jeden niezadowolony klient potrafi zrazić setkę do tanego dowaru. Takie podejście zgryźliwych weteranów zamiast poszerzać grupę graczy zawęża ją i elitaryzuje w jak najbardziej negatywnym znaczeniu.  Trudno się dziwić, że w takim wypadku miłośników gier figurkowych nie przybywa. Naturalnie, to tylko przykład, bo i często spotykam się z odwrotnymi sytuacjami, kiedy doświadczony gracz z promiennym uśmiechem wprowadza w tajniki zabawy „świeży narybek”, zdradzając im tajemnice fachu, podpowiadając w czasie walki ze sobą, podkładając delikatnie pojedynki, by młodzi gracze zdobyli swe pierwsze, chwalebne wiktorie. Nowy gracz napędzany zwycięstwami, dobrymi radami i światłym przewodnictwem ma tak jakoś 1000% większe szanse na absolutne zarażenie się tym hobby, niż  gracz z poprzedniej scenki rodzajowej, nieprawdaż?

Wiem, jak cenny jest czas i jak mało można go wyciułać, by poprowadzić swe miniaturowe legiony do boju.  Ale jeżeli stać na wydanie kilku godzin na bitwę, moglibyśmy od czasu do czasu poświęcić je na promocję tej formy rozrywki! Uwaga, będę nieskromnie się  chwalił – przez ostatnie dwa tygodnie ostro promuje system Infinity (doooh, na pewno nie zauważyliście xD) zarówno w sieci jak i w realu, prowadząc liczne gry wporwadzające, odpowiadając na pytania i prezentując zalety systemu. Jeszcze pół miesiąca temu byłem jedynym aktywnym graczem w ten system w Graalu. Dziś, po zaledwie 15 dniach, nieaktywni graczy się ostro reaktywowali, a i do grona stałych miłośników dołączyło pięć osób z klasy „jesteśmy tutaj codziennie” oraz kolejne pięć z kategorii „Wpadamy od czasu do czasu”. Łącznie, około 10 nowych graczy złapało bakcyla na ten system. Poświęciłem na to sporo czasu i potu, nagadałem się, aż w gardle zaschło ale proszę, efekt przerósł moje oczekiwania! W pustyni Infinity utworzyła się bogata oaza! I nie wymagało to wcale heroicznej pracy ani epickich poświęceń. Ot, trochę uporu i gorącego zapału. Spróbujcie sami – trochę ognia w trzewiach, a uda wam się namówić wiele osób na spróbowanie nawet najbardziej szalonego systemu ;)!

Reklamy

4 Responses to “1. Nie będziesz miał LGS’ów innych przede mną!”


  1. 1 Gurthrog / Gobbos
    07/11/2009 o 03:56

    nie no spoko luz i wogóle wszystko to prawda, ale jeśli się ktoś bierze do kupienia jakiegoś większego pakietu figsów to zaoszczędzenie 100 – 150zł robi wrażenie gdy porównuje się ceny między internetem a LGS, ba porównując LGSy w Warszawie można nawet trochę zaoszczędzić. Tym niemniej absolutnie masz rację że internetowe sklepy zabijają to hobby.

    Jeśli natomiast idzie o lobbing to nie zawsze jest tak łatwo, zwłaszcza jeśli idzie o płeć przeciwną. Często jest wielkim problemem uzyskać akceptację, a co dopiero partnera rozgrywki.

  2. 2 Hawaj
    07/11/2009 o 13:56

    Ja jestem typem gracza „jestem tu co dwa dni” :P
    Saise tak sie wkręcił w tego Infa, że jak tylko ktoś do Graal’a wejdzie to od razu słyszy : „Sprzedaj swoje karty do Magica i kup sobie Infifity” lub coś w tym stylu.
    Nawet ja sam zacząłem w to grać. I musze przyznać, że jako miejsce do werbowania nowych graczy to Graal jest miejscem świetnym. Dobra obsługa i klimatyczne INTRO-GAME’y :P

  3. 3 Gurthrog / Gobbos
    07/11/2009 o 14:46

    co jak co ale z „klimatycznym intro” to Saise wymiata jest to jeden z tych graczy z którymi fajnie jest przegrać a wygrana to duża satysfakcja, niestety jestem blisko 2k zł w plecy więc na razie nie widze opcji kupowania figsów, ale za pół roku kto wie

  4. 4 Hawaj
    07/14/2009 o 00:43

    Saise jak się wczuje w rolę Chaosowego Berka to trzeba figurki zabierać, żeby nie połamał.
    (coś a’la „jestem najwścieklejszy!!!!GIŃ!!!” i „Nie, to Ja jestem NAJNAJWŚCIEKLEJSZY!!TY GIŃ!!! ???)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Lipiec 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Czer   Sier »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Staty:

  • 66,225 Wejścia

%d blogerów lubi to: