20
Wrz
09

List to Łarhamerian, pierwsze czytanie!

kaszana

Zanim przejdę do tekstu, radosna wieść – piętnaście tysięcy razy ta strona została odwiedzona. Piętnaście tysięcy! To z pewnością więcej, niż wszyscy gracze Warhammera 40k w Polsce, co w przekładzie na chłodną logikę oznaczałoby, że każdy gracz WH40k odwiedził tego bloga – czyż logika nie jest piękna? Szkoda, że tak mało rzeczywista! Tak czy siak, dziękuję wszystkim odwiedzającym i stałym czytelnikom za czas jaki poświęcają, by przeczytać moje, lub też gościnne wypociny. Ostatnio trochę sprężyłem poślady, ale myślę, że zbyt mocno je spiąłem – poczułem nagłą i palącą potrzebę skrojenia tekstu-komentarza do aktualnych wydarzeń – a dokładniej,do wypuszczenia na świat nowego cudownego dziecka Games Workshop, Kosmicznych Wilków. Od razu zaznaczę hipokryzję całego tego przedsięwzięcia – Games Workshop jest traktowane przez swoich fanów na całym świecie w taki sposób, w jaki polska reprezentacja jest traktowana u nas – wszyscy ich nie cierpią, ale o rozstaniu nikt nawet nie pomyśli. Kilka razy w różnych miejscach już zaznaczyłem swoje sprzeczne podejście do tej firmy – z jednej strony gardzę niektórymi ich zagrywkami czy metodami rozwoju produktu, z drugiej strony ich monopolistyczna pozycja ale też doskonały wykreowany świat ciągle trzymają mnie w ich grze. Przeklęci niech będą…

No, ale skupiamy się teraz, dobrze? Celem tego wpisu nie jest ogólne wieszanie psów na Genialnym Wydawcy, bo to mogę czynić o każdej godzinie dowolnego dnia, na zawołanie i bez opłat. Po prostu, korzystając z wielkiej, pozłacanej etykiety „Monopolista” Games Workshop pozwala sobie na co tylko zechce – a głównie, ostatnimi czasy, pozwala sobie na komercjalizację całej zabawy. Ho ho, już widzę te uśmieszki na waszych twarzach, słyszę te parsknięcia! Tak wiem, cały brand Warhammera to p r o d u k t! Jego celem jest bycie sprzedanym w jak największych ilościach i w każdym możliwym środku! Rozumiem to, ba, nieustannie wykładam swoje ciężko zarobione pieniądze na kolejne pudełka z plastikiem z ich logo. Mi chodzi bardziej o „uśmiercenie ducha” teamu developerskiego odpowiedzialnego za kreację, rozwój i utrzymanie tego hobby. Po prostu, z każdym kolejnym posunięciem GW odczuwam, iż cały zapał miłośnika w ludziach którzy to robią wypalił się. Z „hej, zróbmy coś czadowego” zostało jedynie „hej, zróbmy coś”. Ba, to nie było by nic złego – każdy może się wypalić, każde uniwersum powoli samo w sobie się zamyka, ograniczając metody wprowadzenia czegoś nowego, oryginalnego, fajnego i na którym można by było coś zarobić (na ten syndrom nie cierpi jedynie uniwersum Gwiezdnych Wojen… lucky bastard!). Twórcy tej zabawy „dorośli” – przestali interesować się aspektem zabawy właśnie, a zaczęli się intensywnie interesować jednym aspektem tej wielkiej i znanej marki: zyskiem. Ok, fajnie, rzucam oskarżenia, a na razie żadnych dowodów! Bo i czy naprawdę musiałbym ich szukać? Wystarczy poczytać fora na całym świecie, gdzie każda nowość wydawana przez GW jest komentowana jako „próba wyssania kasy” lub też, w przypadku nowych kodeksów, tworzenie czegoś „mocarnego i przegiętego, byle by się sprzedało”.

Przeważnie nigdy nie jest tak źle, jak można by było wywnioskować z rozruchów w społeczności – kiedy światło dzienne ujrzał nowy kodeks do Orków, ludzie wołali, że świat się wali a apokalipsa jest już tuż tuż! Burszuji na Motórach okrzyknięto przegięciem wszech czasów i wyklinano do dwudziestego pokolenia wstecz. Gdy jednak posmak nowości opadł a gracze z chłodną głową wzięli się do rozbrajania nowych zabawek oferowanych przez kodeks, nagle okazało się, że Orki nie są jednak takie niezniszczalne – owszem, zostały wzmocnione i to pokaźnie, ale aktualnie nikt już z furią nie wyrywa sobie włosów z głowy na dźwięk słów „Hej, przyniosłem burszuji na motórkach!” – ot, Leman Russ, stary i wierny Battlecannon zrobi swoje, nie? Strach ma wielkie oczy a panika szybko się szerzy i zawsze musi minąć trochę czasu, zanim środowisko przyzwyczai się do zmian wprowadzonych przez „nowość” GW. Podobna sytuacja narasta właśnie z wypuszczeniem nowych Kosmicznych Wilków. Nawoływanie o niesamowitej przegiętości tej armii jest już rodzajem nowej mody – a to cztery wybory HQ (które mają naprawdę solidne), a to ich przerażająco potężna moc psychiczna (test Inicjatywy albo wyparowujesz…), albo też ogółem, że mamy marynatów z bazowym Counter-Attackiem, co z Bloodclawsami daje „nowych berserkerów”. Tumult jest, temu nikt nie zaprzeczy. Uznałem, że nie dołączę do tego chóru żalu i cierpiętnictwa – poczekamy i zobaczymy, czy nowe Wilki naprawdę okażą się wszechpotężne, czy też ponownie zasiana panika po prostu trafiła na podatną glebę. Jednak jeżeli chodzi o Kosmiczne Wilki jest jeszcze jedna rzecz, która nasila się z każdym nowym dziełem Genialnego Wydawcy – absolutny brak szacunku dla graczy. Bo jak inaczej nazwać to, że kodeksy mają w sobie więcej nieścisłości niż jest dziur w polskich drogach? Czaj-nik z forum Gloria Victis napisał, że sam uzbierał już półtorej strony A4 problemów czy też nieścisłości w zasadach, jakie znalazł w tym nowym kodeksie. Na Bell of the Lost Souls nowe wpisy prezentują kolejne problemy powiązane z zasadami, a na ich forum prowadzone są zażarte dyskusje na ten właśnie temat. Jak dla mnie, to naprawdę paskudny ruch – nie dość, że upraszczają całą grę, calusieńki system, to jeszcze wrzucają na półki produkt dziurawy jak durszlak i nieścisły jak pijany humanista.

Powyższy akapit to jedna strona medalu, ale druga nie lśni wcale a wcale – jak dla mnie sztandarowym przykładem nowej polityki GW jest armia demonów. Przykładem polityka spod sztandaru „Oby zarobić, pieprzymy graczy dopóki bulą szmal”. Było to, muszę przyznać, zagranie mistrzowskie. Ot, weźmy przykład: mamy magazyny pełne starych, metalowych figurek demonów chaosu. Nie sprzedają się, bo demony nie mają armii a jak już występują w różnych innych miejscach, to ssą pod względem mechanicznym – słowem, kupują je jedynie miłośnicy demonów i malarze, którzy mają kaprys pomalowania takiej figurki. Firma ma straty i ciężko jej się wychodzi na prostą – potrzebuje moolah: czystej gotówki. Co robimy? Błysk idei! Zrobimy armię demonów, tak niesamowicie potężną i przegiętą, że gracze będą się rzucać na te stare i cholernie drogie modele z metalu. A dla niepoznaki, dorzucimy dwa pudełka nowych plastików (dwa zasrane pudełka… żal, żal dupę ściska)! Genialne, fanfary dla kogoś, kto na to wpadł! Demony mają potencjał, mają klimat na stanie się bardzo fajną armią do grania. Panów z GW nic to jednak nie obchodzi – liczy się tylko zarobek, a by zarobić, muszą upewnić się, że gracze rzucą się na nową armię jak muchy na świeżą kupę. I tak oto powstała jedna z większych tragedii jaka dotknęła społeczność graczy Warhammera. Nie, pewnie się domyślacie, że nie chodzi o Warhammera 40k, w którym demony są naprawdę zabawną armią. Chodzi o Warhammera Fantasy Battle, w którym balans zawsze sprawiał problemy, a pojawienie się armii Demonów całkowicie obrócił w pył jakikolwiek poziom zbalansowania rozgrywki – demony są po prostu niesamowicie potężne, pozbawione wad, śmiercionośne w grze! I to nie jest opisywany przed chwilą atak paniki na nowość – Demony już się zdążyły się zadomowić, a turnieje zaczęły być bardzo nudne: wszędzie gracze demonami i wampirami, w dziesiątkach, setkach, tysiącach. Początkujący gracz może bez trudu wygrać kierując Demonami z doświadczonym graczem, który aktualnie posiada armię z niższej półki, taką jak na przykład Ogry. Wraz z pojawieniem się Demonów jakikolwiek balans w tym systemie przestał istnieć. Stał się reliktem przeszłości, gdzie byli ludzie, którzy dbali o to, by on trwał. W nowej erze to już nie ma znaczenia, a wiecie czemu? Bo Demony sprzedawały się jak szalone.

Po otarciu piany z ust i łyknięciu nerwosolu, próbuję utrzymać spokojny ton wypowiedzi. Całe conludum mojej wypowiedzi jest obrazem mojego niezadowolenia i beznadziejnej irytacji z tego, w jakie otwarte gierki pogrywa ze swoimi wiernymi klientami firma GW wiedząc po prostu, że uzależnienie trzyma mocno, i że nie ma alternatywy. Och, jakże setny ubaw musza mieć księgowi Games Workshop… Ha, w sumie, to jest to! Nowe kodeksy czy księgi armii wyglądają tak, jakby stworzył je księgowy – są przekalkulowane, by przynieść dochód. Oto cel, misja i Święty Graal jaki przyświeca GW. Przynajmniej ja tak to odbieram. A wy nie? Czy wydawanie kolejnych kodeksów polegające na „zróbmy przegięcie, będzie szmal” nie jest złe z punkty widzenia społeczności graczy? Czy wydawanie źle skrojonego produktu, pełnego nieścisłości, niedopracowań i niedopatrzeń nie jest karygodne? To dzięki takiemu postępowaniu FAQ’i, Erraty czy inne wynalazki pokroju Balancing Patchy rosną do coraz to monstrualniejszych rozmiarów. To dzięki temu dostajemy coraz to głupsze kwestie, jak aktualne rozpatrywanie zapisu o „niekopiowaniu” HQ w nowych Kosmicznych Wilkach czy sytuacja z zapisem Rending Sword’a w podręczniku Warriors of Chaos…

A wystarczyłoby odsunąć bankierów od tworzenia zawartości gry…
Szkoda, że to niemożliwe.

Advertisements

14 Responses to “List to Łarhamerian, pierwsze czytanie!”


  1. 1 el
    09/20/2009 o 11:41

    Nie ma co płakać, jest jak jest. Są inne systemy na rynku. Nie wiem jak wygląda sytuacja w battlu, bo nigdy mnie kwadraty nie interesowały, ale w 40k nie ma jakiejś armii która miażdży, zgniata i w ogóle nie da się z nią grać. Każda ma swoje mocne i słabe strony, zwycięstwo lub przegrana zależy od rozpiski, dobrej gry i rzutów. Jedyne, co mnie naprawdę denerwuje, to że codexy są coraz bardziej upraszczane. Znikają traity, doktryny, legiony… Jak na razie nie widać (przynajmniej w Poznaniu) fali dzieciaków, którzy ledwie wystają nad stół a już pociskają lashowym pornosem ale wydaje mi się że GW idzie w złą stronę. Przedział wiekowy 13-16 w który wydaje się celować teraz GW raczej nie cierpi na nadmiar gotówki, ciężko wyciągnąć od rodziców 1,5k PLN na sporą armię… Tracą na tym starsi gracze, bo gra która jest fajna dla 15-latka niekoniecznie musi być fajna dla 25-latka. Z drugiej strony doświadczeni gracze mają już armie, więc kase zostawiają genialnemu wydawcy tylko przy okazji wyjścia nowego codexu, a i to nie jest całą armia tylko kilka uzupełnień do starej kolekcji…
    Wiadomo że GW chce zarobić, więc nie spodziewałbym się zmiany polityki w ciągu najbliższych 40k lat :)

  2. 09/20/2009 o 14:38

    Hej
    pogratulowac ogladalnosci. 15k wejsc o czyms swiadczy. Jakby nie bylo to jeden z najlepszych blogow ludkowych w kraju.

    Ksiegowi firmy drenuja kieszenie, wszyscy narzekaja ale kupuja. Jak nie Space Wolfy to zaraz skavenow, czy za pare miesiecy Dark Eldarow, Necronow czy cos tam. Firma czeka az ludzie pamietajacy Chaos Dwarfy czy Squaty wyzdychaja. Po co wydawac nowa armie, przeca co drogie, skoro mozna zrobic space wolfy, dodajac 4 nowe ramki gratow do juz istniejacych space marinow…

    Trzecia edycja zaraz na wejsciu mnie srogo zniesmaczyla, gdy na mapie galaktyki zabraklo miejsca dla Squatow, zagralem w nią pare razy. Pusty smiech mnie ogarnial na kazdym kroku. Uproszczenia zasad byly obezwladniajace. Jedyne dwa pozytywy ktore dostrzeglem, scenariusze, tego brakowalo w 2ed, karty misji to troche jednak malo bylo, oraz rewelacyjne zasady do srodowiska, ale w zyciu jednak nie widzialem by ktokolwiek gral na planecie z obnizona grawitacja, pod woda itp. Gra zdobyla jednak rzesze fanow, no i co dla firmy najwazniejsze stala sie na tyle szybka ze mozna bylo zaczac organizowac turnieje. Czyli sprzedaz rosla. Co tam duch gry, co tam wyszukane i zabawne zasady, na co komu tak skomplikowane rzeczy jak 15 rodzajow granatow czy nawet rzucanie nimi. Ma byc na tyle prosto by 12 latek skumal…

    Zawsze bylem z tych, co lubia narzekać. W czasach 2ed, nie bylo dla wh40k alternatyw, noo moze poza Warzonem, ktory mial fajne zasady ale fatalne ludasy :-) Z czasem na rynku pojawily sie inne systemy, War Gods, Infiniti, Urban War, Dark Ages, produkty Rackhamu czy PP pomimo padu paru gier, nadal jest tego sporo. Tyle tylko, ze to wszystko traktowane jest jako odskocznia od jedynie slusznego dowolnie wybranego produktu GW (w domysle Wh40k). Wychodzi na to ze warhammery sa dla hardkorowcow, ach, to takie prawdziwe powazne granie a reszta jest dla każuali, uzyje takiego slowa ze wzgledu na brak lepszego okreslenia…

    Zmierzam powoli do sedna, generalnie wszystkie dyskusje sprowadzaja sie do jednego, GW robi co chce a ludzie i tak kupuja, jesli tak jest to znaczy ze pozycji firmy nic juz nie ruszy, nie ma sily by jakikolwiek bojkot, pikietowanie czy blagalne petycje graczy/klientow cokolwiek w nastawieniu firmy zmienily. To jest korporacja! Im szybciej krzykarze zedra gardla tym dla firmy lepiej, mlodzi naiwni i tak sie znajda. Przynajmniej tak bylo zawsze do tej pory. Narybek regularnie pojawial sie co 4 lata, lecz dzis jakos o to trudniej, z biegiem lat pokus odciagajacych dzieciaki od ludkow wyroslo wiele. Jeszcze pare lat temu gry na kompa nie mogly konkurowac z realnymi ludkami, dzis DoW2 oferuje lepsza bardziej kolorowa zabawe niz jakies smetne plastiki. Wirtualne malowanie jest fajniejsze niz walka pedzlem. Znak czasu. Problem w tym, bossowie firmy zdaja sie nie dostrzegac pewnego problemu, starzy gracze odejda napompowani ludzikami, z wypompowanymi kieszeniami i rozczarowani coraz glupszymi posunieciami GW, a mlodzi nie wejda w temat bo po drodze cos ich skutecznie odciagnie, chocby coraz atrakcyjniejsze gry na prąd…
    i tyle

    ps, dodalem bloga do http://blogifigurkowe.blogspot.com

  3. 3 Kror
    09/20/2009 o 21:55

    Witam

    No przeczytałem ten wpis.. i trochę a w zasadzie bardziej niż trochę się z nim nie zgadzam.
    Czemu?
    1) Ludzie którzy tworzyli coś z pasją, w między czasie co nieprawdopodobne… dorośli, założyli rodziny i nic dziwnego że chcą zarobić. Z czegoś żyć trzeba.
    2) Mam jakieś niejasna wrażenie że część graczy chciałaby, by czas stanął w miejscu i nie wychodziło nic nowego. Ale to takie moje wrażenie.
    3) Moim zdaniem główny punkt:
    Nie uważacie że GW jako firma, oferuje graczom to, czego gracze oczekują?
    No popatrzcie na turnieje. Sami o tym piszecie, sami to przecież robicie. Dla przykładu chaos na turnieju: 2x Deamon Prince na lashu + Oblity + coś tam = przegięta rozpiska powergamera, tylko po to by wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać. Chędożyć dobrą zabawę i fajnie spędzony czas z kumplami!!! WYGRANA się liczy. No przyznajcie się czy nie jest tak? A firma skoro widzi co się dzieje, wychodzi naprzeciw potrzebom klienta. Nic w tym dziwnego.
    A powiem wam że mam gdzieś to czy wygram czy nie. Dla mnie liczy się to by fajnie spędzić wolny czas i wbrew temu co mi radzi społeczność na forum Gloria Victis, ja swoich weteranów DA, którzy kosztują więcej niż termosy nie wywalę z rospy, bo mi się tak podoba, bo DLA MNIE w tym jest klimat i dobra zabawa, nawet jak zbiorę baty ;)
    I osobiście nie mogę się doczekać żeby dorwać SW w swoje łapki. Dla fajnych modeli, dla przyjemności z malowania tych modeli, dla fajnego klimatu wilków i ogólnie dla własnej uciechy. A to że kodeks ma dziury? Kurde.. a do ilu kodeksów do tej pory wychodziły faq’i? Wyjdzie kolejny i już.
    Kończąc, życzę wam, graczom, tylko fajnych i wyluzowanych kompanów do gry, w miłej atmosferze, przy piwku i chipsach.

    P.S. Starzy gracze, zawsze mogą zainteresować tym hobby swoje potomstwo. Zawsze to jest sposób by spędzać czas wspólnie.

    Pozdro
    Kror

    • 09/21/2009 o 01:03

      Hah, dobrze napisane, ale chyba nie wiesz, że moja nieobecność turniejowa chyba za niedługo stanie się przysłowiowa, więc ten kontrargument nijak się ma do mojej osoby ;) Mi chodzi o to, że taktyka firmy obrana przez GW jest zgubną – tak upadł Rackham, tak prawie zdechła Warmachine’a. Robienie coraz mocniejszych/bardziej zgiętych zasad dla poszczególnych frakcji nie jest dobrą metodą – balans, to powinno być podstawą. A po kolei – punkt pierwszy: no właśnie o tym napisałem w tekście. Twórcy systemu wydorośleli i priorytetem stała się kasa – cierpi na tym cały system. Punkt drugi: też o tym napomknąłem – nie chodzi o to, by nic się nie działo, ba, wiem że coraz trudniej tworzyć nowości w zamkniętym w ramach świecie, ale można je tworzyć z głową, tak, by miały na uwadze balans gry. Punkt trzeci: A nie uważasz, że gdyby każda jednostka była użyteczna a armie były wyważone, to gra byłaby ciekawsza? Nie fajnie by było, gdyby Possessedzi nie byli tylko ozdobnikami półek?

    • 5 Pok
      09/21/2009 o 15:04

      Kror, ale tu nie chodzi o to że firma chce zarabiać, to oczywiste. Chodzi o to że wypuszczanie baboli które na pierwszy rzut oka są dziurawe jak sito, to nie jest poważne zachowanie. Ja wiem że Szef GW mówi że są „in the buisness of toy soldiers” a Jervis(albo Rick, nie wiem) w „artykule” w WD piszą że liczą sie modele, a zasady to tak w zasadzie dodatek żeby się te modele lepiej sprzedawały, ale taka taktyka jest na dłuższą metę samobójcza, bo bez tych zasad pies z kulawą nogą by nie kupił modeli GW w celach czysto modelarskich majac do dyspozycji gigantyczny wybór prawdziwych modeli redukcjynych z nieporównywalnie lepszymi detalami czy ceną(a czasem i jednym i drugim), a wydawanie dziadowskich zasad i przegiętych army booków po jakimś czasie zmęczy też część hardkorowców którzy za GW jak za panią matką idą.

      mnie to niby nie powinno interesować, bo z firmą z Nottingham rozstałem się już parę lat temu na rzecz innych systemów,ale jakiś sentyment do pierwszego systemu pozostał, i szkoda patrzeć jak marnują potencjał na produkowanie Wolfa McWolfa jadącego na kosmicznym gryzoniu.

      • 09/21/2009 o 17:36

        Caly myk polega na tym ze harcorowcy nie sa firmie potrzebni. Tacy maja odejsc wkurzeni ciaglymi zmianami zasad. Firma potrzebuje nowych a nowi nie wiedza ze cos jest przegiete. Bo nie znaja starych kodexow i zasad. Dopiero z czasem do nich to dotrze, ale wtedy sami beda juz harcorowcami niepotrzebnymi firmie. Dobry klient to taki co wydaje regularnie kase, czyli nowy ktory sam jeszcze nie wie co ma zbierac, kupuje co mu poradza koledzy albo pan w sklepie…

  4. 09/20/2009 o 22:33

    Taa, tyle ze z osob ktore zakladalo GW czy moze bylo przy jego zakladaniu to w firmie jest honorowo Priestley i Jervis Johnson, nawet John Blanche coraz mniej robi. Ekipa hobbystow zapalencow wyparowala z firmy w okolicach 2000 roku. Firma poszla w gielde wiec inwestorzy oczekuja zyskow. Taka polityka zabila Rackham, GW jest troche wieksze wiec padaka moze potrwac pare lat dluzej. :-) Oby nie ale gielda to ryzyko.

    Osobiscie w zyciu nie gralem na zadnym turnieju i grac nie bede z prozaicznego powodu, organizatorzy nie wpuszcza mi Squatow, a grac nimi na liscie orkow czy gwardii nie zamierzam.

    Firma dziala tylko i wylacznie w celu podniesienie zyskow i wycisniecia kasy. Najlepszy przyklad to cala akcja ze Space Hulkiem.

    Moje mlode powoli zaczynaja grywac. Ludkow maja az za duzo ;-)

  5. 8 Kror
    09/21/2009 o 17:47

    No ok.. Macie rację. Choć z drugiej strony, jakieś hobby w życiu mieć trzeba. Ja z racji tego iż przekroczyłem 30 lat nie mam ciśnienia na wygrywanie, tylko na wyluzowanie się przy sklejaniu, malowaniu, czytaniu, układaniu rozpisek i graniu, a ściślej nauki grania ;)
    A to że kodeks ma dziury.. no za jakiś czas wyjdzie faq, ewentualnie z sympatycznym i wyluzowanym przeciwnikiem zawsze można się dogadać. Od tego żeby się wściekać, to ja mam pracę, której zmienić nie mogę…

    Faktycznie, po przeczytaniu waszych odpowiedzi, nie mogę odmówić wam racji, z tymże jeśli popatrzeć na to wszystko z boku i na chłodno… taki przykład zupełnie z innej beczki. Kiedyś Mercedes produkował nie psujące się samochody(ostatnim był 124) i z tego powodu niemal zbankrutował. Niestety w takim chorym kierunku poszedł świat i Imperator jeden wie co go może uratować ;)

    Pozdro

    • 09/21/2009 o 18:40

      Mam na dzialce stary telewizor Sony, kupiony w Pewexie, ma ze 25 lat albo blisko tego i dziala! Nie tak dawno temu pozbylem sie telewizora nowszej generacji nie wydolil nawet 15 lat. Gw zarabia mniej wiecej pol na pol na zasadach i na ludkach. Jedynym sposobem by zmusic graczy do kupowania nowych ludkow jest zmiana zasad. Strasznie mnie to osobiscie boli, masa energii idzie w nowe kodexy, od lat te same armie. Ile razy mozna wyminiac ludki? Mam kumpla ktory od zawsze gral tyranidami, ma trzy pelne 10k punktowe armie do kazdej edycji kodexu. Jesli za 3 lata GW wyda tyranidow ponownie to on ich zacznie zbierac 4 raz ale to maniak. Takich jest malo, firma liczy na to ze przy drugiej zmianie kodexu gracz powie pass, a na jego miejsce wskoczy jakis mlody. Tyle ze tych mlodych z zapalem jest coraz mniej. Gadam z właścicielami skelpow i wszyscy potweirdzaja, pokolenie 3ed wh40k bylo specyficzne, bo mialo mega ognia do zabawy dziejszy narybek jest rozkapryszony. Swego czasu rozwalil mnie Faber, mowil ze mlodzi ogladajac whitedwarfowe tutoriale malarskie typu ‚Jak pomalowac orka nowymi farbami i washami w 10 krokach’, czuja sie zdemotywowani, bo to co tam pokazuja jest za trudne, za trudne… hobby wsrod mlodych zdycha… ;-(

  6. 10 Kror
    09/21/2009 o 19:20

    A widzisz.. zamiera, bo to po części też wina rodziców. Pamiętam gdy pacholęciem będąc, wybierałem w kiosku RUCH’u model samolotu, Tata go sklejał, a ja siedziałem obok i patrzyłem, patrzyłem jak powstaje samolot z kawałków. I co chwila tylko: „Tata a co teraz?”, „Tata, a jak to przymocujesz?” i tym podobne. I kurde to był piękny czas. Czas spędzony z Ojcem i obaj mieliśmy frajdę. Pewnego dnia Ojciec powiedział, sklej go sam, a ja w razie czego pomogę. I do dziś mi zostało to zamiłowanie do klejenia modeli. Marzy mi się w domu półka ze śmigłowcami bojowymi U.S. i ZSRR, oraz czołgi. A WH40K? Bo jak pacholęciem byłem, to nie było takich zajefajnych żołnierzyków ;), które na dodatek można sklejać ;)
    I jeśli będę miał syna, to będę chciał go tym zarazić, żeby spędzać z nim czas.
    GW wydaje co chwila nowe figurki? Jak pisałem, jakieś hobby trzeba mieć, a szczerze, po 1000kroć będę wolał żeby dzieciak wyciągał ode mnie kasę na nowy pack figsów, niż na fajki, procenty, czy drugi.

    Saise, napisałeś o użyteczności figurek i po posseskach, że są ozdobnikiem na półce.
    Wiesz co? Gdybym zbierał CSM, to grał bym posseskami, bo to są ekstra fajne modele. I najpewniej mój CSM, to byłby taki, w którym mógłbym mieć fajne klimatyczne modele, również od demonów, np. SoulGrindera. Jak napisałem, dla mnie w tym hobby, liczy się przede wszystkim przyjemność z gry, zabawa i fajnie spędzony czas z drugim człowiekiem, któremu fantazja i radość w duszy gra ;)

    Pozdro

    • 09/21/2009 o 20:00

      Bardzo pozytywne nastawienie. Nie kupielem firmowej stompy bo zmontowalem swoja, trwalo to duzo za dlugo ale zabawa byla. http://blackgromstudio.blogspot.com/2009/09/wykanczanie-stompersa.html
      I o to w tym chodzi. Dla mnie 60% czasu to babranie sie w ludkach, 40% gadanie o starych czasach, 10% granie. Moj Ojciec sklejal Male Modelarze. Ja pozniej tez. Problem w tym ze dzieciaki obecnie w szkolach nie maja ZPT. Dramat, obserwuje manualne uposledzenie…

    • 09/22/2009 o 05:54

      Ale czy masz frajdę z gry, kiedy przeciwnik tak pociska twoją klimatyczną armie, że praktycznie nic nie robisz w swojej turze? Kiedy twoich Posesków rozwali tak szybko, że nawet nimi nie pograsz? Kiedy roznosi cię na strzępy a ty w swojej turze musisz się cieszyć, jak mu zabijesz ze trzy modele? ;)

  7. 13 Kror
    09/22/2009 o 15:07

    Widzisz Saise.. jak wspomniałem.. mam ponad 30 lat. Ludzie w tym wieku (a przynajmniej ja) cechują się tym, że wygrywać, wolą w starciu z szarą rzeczywistością. W grze, jaką niewątpliwie jest WH40K, chodzi o przyjemność, zabawę i mile spędzony czas z drugim człowiekiem. Dla mnie i ludzi takich jak ja, gra tak naprawdę jest pretekstem do tego by się spotkać, pogadać przy grze, wysączyć po piwku lub dwa, też przy grze. A po grze jeszcze sobie pogadać na różne tematy ;)

    Przecież jako 30latek nie będę się umawiał na grę z narwanym nastolatkiem, na którego proces wychowawczy, nie miałem żadnego wpływu i dla którego liczy się przede wszystkim wygrana.

    A zresztą z innej beczki. Na forum wszyscy mi odradzali weteranów DA. Fakt, kosztują w cholerę bo wyszło ponad 300pkt, ale moim zdaniem fajna klimatyczna jednostka. Zrobiłem sobie parę testów sam ze sobą( wariant: weterani podjeżdżają w rihnosie do przeciwnika) Efekt Zasypanie wroga gradem kul, miotacz i szarża z 4 energetycznymi zabawkami. W nielicznych przypadkach było co zbierać z przeciwnika ;)
    Zresztą, co ja tu będę.. i tak większość zależy od kości. Od kości zależy czy ozdobnik w postaci possesków dostanie fajny dar. Od kości zależy to czy będą zjadani, czy zjedzą przeciwnika.
    Oczywiście, statystycznie przy ich współczynnikach, częściej będą zjadani, ale za to jak już zaczną zmiatać przeciwnika ze stołu… taką grę będziesz długo pamiętał.
    Idąc w ślad za pewną reklamą.
    Gra klimatyczną armią jest trudna… Komentarze na temat twojej rozpiski niezbyt pochlebne..
    Zwycięstwo taką armią, przyjemność z gry i wspomnienia.. bezcenne ;)

    Podsumowując, powtórzę się po raz któryś. Frajdę mam z samej gry. Jej ciągłej nauki. Obcowania z drugim człowiekiem, który ma podobne podejście, jak ja do wspólnego hobby ;)

    Pozdro

    • 09/22/2009 o 15:32

      No i znowu ciezko sie nie zgodzic. Ja zaluje jeszcze jednej rzeczy, mianowice za malo fabuly jest przemycane do bitewniaka. Uniwersum wh40k jest niesamowicie bogate i roznorodne a na stole wieje nudą…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Wrzesień 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Sier   Paźdź »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Staty:

  • 66,175 Wejścia

%d blogerów lubi to: