02
Gru
09

Stalin rzekł i miał rację!

Dzisiaj, ku absolutnemu zaskoczeniu wszystkich czytelników, będe wychwalał Warhammera 40k. To nie jest sarkazm, ironia czy dzień na opak.  Warhammer 40k ma swoje dobre strony, pomimo wielu wad – jak wszystko, jak wszystko moi mili! Dziś rozważyć chciałem oczywistą  oczywistość,  a niech uwerturą do mych rozważać będzie zdanie wypowiedziane przez jednego z najokrutniejszych i najpotężniejszych ludzi XX wieku, Józefa Stalina – Quantity have Quality on its own. W skrócie, dla angielsko niepiśmiennych – ilość popycha jakość od tyłu kiedy chce i jak chce. Jest to oczywiście prawda z którą ciężko się kłócić, a w grach wojennych jest to wręcz Pierwsze Prawo Funkcjonowania Motoryki Gry. I na dodatek jest to powód, dla którego gry wymagające ogromnej ilości rzutów są lepsze od gier skirmishowych!

Tak tak, są lepsze, a to dlatego, że im większa ilość testów, tym bardziej można polegać na statystyce. W małych grach czyli po prostu w systemach skirmishowych wykonuję tak z pół setki rzutów na grę, albo i tyle nie – oznacza to, że wszelkie próby ujmowania rozgrywki w statystyki są pozbawione sensu. Mała skala rozgrywki oznacza również większy wpływ losu na jej prowadzenie. Kiedy „z dupy” zginie mi jeden model z dziesięciu odczuwam to dużo bardziej, niż gdybym stracił „z dupy” jeden model ze stu. Ach, „śmierć  z dupy” oznacza nie mniej nie więcej jak śmierć wywołaną nędznym rzutem.  I tak oto niezdany test pancerze w Warhammerze boli nas znacznie mniej niż niezdany test pancerza w takim na przykład Infinity. Sprawa ta dotyczy całego funkcjonowania gry, w każdym jej aspekcie, gdyż wszystkie testy w systemach są prowadzone poprzez rzut kostką. Przykład: Deep Strike Obliteratora – nie udało się, wpadł  w  krzaczory, rzuciłem jedynkę, oddział zniknął. Oczywiście jest żal, jest strata punktów ale  wiecie, cała moja armia (50+ modeli) wciąż jest na stole, więc jeszcze kurna nie przegrałem! Przykład porównawczy: Rasyat spada z niebios używając Combat Jump’a – nie zdał PH i spadł na lini ostrzału połowy armii mojego wroga, dzięki czemu zginął marnie od ARO. Straciłem 40 punktów (co w grze na 200 punktów stanowi 1/5 moich sił!).

Oczywiście odczuwalność strat to tylko jeden przykład wyższości systemów składowych nad skirmishami – wyższość  ta oczywiście jest  w dużym stopniu negowana przez większą  złożoność i wpływ detalu na rozgrywkę w małej skali,  ale tak czy siak jeden pechowy rzut może nas w skirmishu drogo kosztować! W systemach składowych sprawa ma się dość podobnie tylko wtedy, kiedy gramy armią elitarną, opartą o drogie acz doborowe składy – w takim wypadku pojedyncze rzutu również  mogą być bolesne, ale i tak znacznie mniej niż w systemach, gdzie walczy się dziesięcioma modelami albo i mniej. Oczywiście kiedy Stalin wypowiadał swoją kwestię chodziło mu o co innego, i zaraz do tego przejdziemy!

Ogólna różnica w ilości rzutów kością całkowicie zmienia podejście do kalkulowania rozgrywki.  W Warhammerze 40k możemy naprawdę polegać na statystyce. Kiedy zaatakuję terminatorów 20 orkami, to wygarniam 80 ataków, 40 powinno trafić, 20 zranić i w wyniku tej zabawy około 4 termosów powinno zejść. Naturalnie, statystyka to wredna sucza i potrafi naginać wyniki w jedną a to w drugą stronę, ale mimo wszystko przy takiej ilości testów wahania raczej nie mają tendencji to robienia dużych odstępstw od wstępnych kalkulacji. Słowem, grając w WH40k mogę spokojnie podejmować  decyzję  taktyczne według prostych, szybkich i całkiem prawdopodobnych przeliczeń. Było nie było jedna szarża orkami zmusza mnie do większej ilości rzutów niż wykonałbym w całej rozgrywce w systemie małej skali!

Kontynuując przykład, w Infinity kalkulacja rozgrywki przebiegać  będzie na podstawie określenia stopnia ryzyka. Nie rzucam tutaj dostateczną ilością  kostek by móc polegać na statystyce, muszę więc bardziej polegać na różnicy stopnia ryzyka naszych testów – w teorii jest to po prostu „statystyka mikro” – kiedy mam BS:13 i strzelam do gościa w osłonie mając +3 do trafienia, to mam 65% szans na trafienie.  Strzelam trzy razy, więc trzykrotnie mam 65% szans na trafienie, co w wyniku daje mi niezły próg ryzyka i praktycznie upewnia mnie, że tak z raz powinienem trafić na pewno. Przeciwnik w ARO ma jedną próbę, ma BS:11, nie ma bonusów do strzelania a ja również stoję w osłonie, tak więc ma on zaledwie 40% szans na trafienie mnie, i to tylko raz. Doliczając do tego to, że mój próg trafienia jest większy uznam, iż mogę podjąć to ryzyko i wykonać akcję. W przeciwieństwie jednak do Warhammera tutaj staram się zarządzać ryzykiem, a nie obracać  statystyką – rzut 3 kośćmi nadal może wyrzucić  trzy nędzne rzuty i wciąż mieć  gdzieś  statystykę

Jak widzimy, Warhammer 40k tak naprawdę pozwala na lepszą ocenę sytuacji na polu bitwy – mniej więcej wiemy czego możemy się spodziewać po naszych jednostkach, wiemy jakie straty może nam potencjalnie zadać atak i ostrzał wroga…  Po prostu na chłodno możemy przekalkulować proces kierujący rozgrywką, co pozwala nam na realizowanie dokładnego i radosnego planu. Oczywiście losowość w WH40k w skali mikro również występuje! A to bohater nie zda Save’a, a to pojazd wybuchnie w pierwszej turze „bo miał pecha”.  Ale trzon systemu oparty na składach już nie daje się tak łatwo rozpruć z powodu jednego pechowego rzutu (inaczej niż w smutnym WFB, ale to inna historia). Czy więc Warhammer i inne systemy dużego formatu są  taktycznie bardziej dojrzałe od gier skirmishowych? I tak, i nie – zdecydowanie zwiększona ilość rzutów kośćmi pozwala na zmitygowanie wpływu szczęścia i pecha na przebieg rozgrywki gdyż jej ostateczny wynik raczej rzadko będzie zależeć od pojedynczego rzutu. Z drugiej strony gry skirmishowe nadrabiają te braki poprzez wzmożoną ilość  detali wpływających na kalkulację ryzyka – modele mają więcej umiejętności, ekwipunku, unikatowych tylko dla nich zabawek, które dobrze wykorzystane przechylają skalę ryzyka na naszą korzyść. Co nie zmienia jednak faktu, że i tak pechowy rzut w krytycznej sytuacji może nam wszystko popsuć.  Warhammer 40k jest w dużej mierze odporniejszy na tę chorobę.

Jeżeli jednak jesteśmy przy temacie o wyższości ilości nad jakością, przejdźmy do tego, co naprawie miał na myśli imć Stalin. Bycie elitarnym w grach figurkowych to ciężka  sprawa, gdyż ilość zawsze ma lepiej. Dlatego orkowie czy imperialna gwardia są uważane za armie, które wybaczają sporo błędów, a tacy eldarowie cieszą się sława armii piekielnie trudnej w graniu. Co z tego że  Latarka gwardzisty jest smutna i słaba jak cienki barszczyk, skoro na polu bitwy jest ich co najmniej dziabadziesiąt! Znowu statystyka jest bezlitosna – co z tego, że pięć melt z łatwością zrani i rozerwie pancerz przeciętnego marynata, jeżeli 30 latarek na Rapid Fire zrobi to samo? A jest ich więcej i są tańsi? Co z tego, że piątka spadających z niebios Vanguardów potrafi wklepać w walce wręcz porządne obrażenia, jeżeli horda 30 chłopaków ma potencjał na wygrzanie komuś w twarz 120 (!) ataków? Tego nawet oddział termosów nie przeżyje. Ilość PWNED Jakość Ass big time. Naturalnie nie możemy olewać tych drogich i specjalistycznych zabawek ze względu na specyfikę gry – musimy mieć coś do rozpuknięcia wrażego pojazdu, przydałaby się jakaś szybka i mobilna jednostka do zajmowania znaczników, i tak dalej, i tym podobne, ale pamiętajmy, że z ilością zawsze masz przewagę. Och, zginęło mi 20 orków?  Chlip, jeszcze tylko setka biegnie w twoim kierunku stary!

Tak samo ma się sprawa w systemach małej skali, o dziwo! Tak, kiedy mój morderczy Charontyd biegnie w twoim kierunku możesz próbować go trzasnąć z rakietnicy w nadziei, że trafisz. Ale to jeden rzut. Jedna – Smutna – Kostka! Jak nie wyjdzie, to kapa! Ale jeżeli skombinujesz rozkaz czterem zwyklakom z Combi-Rifle’ami to będziesz do mnie strzelał osiem razy, a to oznacza znacznie większe szanse na trafienie i, co dość oczywiste, znacznie większe szanse na zadanie obrażeń. Dlaczego ludzie wolą  HMG od Boarding Shotguna na jednostkach spadających? Owszem, jest mocniejszy, ale prawda jest taka, że liczy się ilość kości które rzucamy, bo to własnie ilość dramatycznie podnosi nasze szanse na bycie śmiercionośnym. Każda dodatkowa kość którą dorzucamy do testu jest zwyczajnie bezcenna i godna szacunku.

Ogólnie zasada Liczebność > Jakość jest niezmienna dla każdej gry. Co z tego, że twój Tygrys Królewski to potwór o chorej sile ognia, jakiś szalonych weterańskich skillach i niewyobrażalnym pancerzu, jeżeli za jego koszt mam batalion Shermanów, które twojego Tygryska otoczą trzy razy, stratują ci pole kapusty i wypiją całe zbiory cennego wina z piwniczki? Co z tego, że twój mega-ultra-heros zagłady kosztował cię  300 punktów, jak za ten koszt mam dość orków, by twój wielki hirołs nie miał czym oddychać pod ich masą (Czytajcie raport ze styczniowego White Dwarfa, gdzie gość przecenił siłę  Samaela na BFG Jetbike’u i został brutalnie zgwałcony przez mob orkowych chopaków wyskakujących z Trukka). Jakie ma znaczenie to, że twój potężny Charontyd do mnie biegnie jak chapnie teraz pełen zestaw kulek z mojego koordynowanego rozkazu? W skrócie: nie ważne jak wielkiego i strasznego masz pudziana, jeżeli bowiem zmuszę go do zdawania stu testów pancerza na minutę, to prędzej czy później ci nie wyjdzie i truchło padnie jak należy. Podsumowanie? Nie dajcie się zwieść na coś dlatego, że jest Shiny, Choco i Jazzy. Lepiej dokupcie kolejnego Marines’a do składu!

~ PS: A odnośnie Marinesów, są oni dobrym przykładem zwieńczającym dzisiejszy długawy wpis. Armia ta jest sztandarową armią systemu WH40k, co mnie nieco dziwi i lekko zasmuca. Nie, żebym ich nie lubił – mają klimat, ale są armią wbrew pozorom dość trudną w graniu! Są armią elitarną, gdzie nie możemy stawiać na ilość ale na jakość, co zmusza nas do perfekcyjnego wykorzystania każdej jednostki! Smutne zaś jest to, że cały ten SM’owy Hype powoduje, że kupują ich dzieciaki które nie umieją grać, i szybko wpadają we frustrację kiedy widzą, że ci Kosmiczni Marines nie wygrywają sami rozgrywek! Młodym zawsze bardziej polecam Orków  lub Gwardię, ci bowiem (szczególnie pierwsi) wybaczą wszystko co z nimi zrobisz xD Ilość wyrówna szanse!

Advertisements

7 Responses to “Stalin rzekł i miał rację!”


  1. 12/02/2009 o 13:36

    Wątpie by Stalin znal mowe Churchilla :-)

    Tak ilosc to podstawa. Tylko wiaderko kostek trzeba nosić ze soba.

  2. 2 el
    12/02/2009 o 15:03

    Mimo wszystko nawet składowy bitewniak generuje za mało prób, żeby choć w przybliżeniu uzyskać krzywą Gaussa. Po ludzku – w 40k też niejednokrotnie cały misterny plan idzie się **** przez 2-3 słabe rzuty. Przykład z niedawnego meczu moich CSM przeciw gwardii. Świnia (z 4 woundami i invem 4+) podlatuje do przodu żeby w następnej turze rozkręcać lemany i manticory. Strzelić do niej może tylko 4 melciarzy, reszta nie ma LoSa, zasięgu, albo jest związana w CC. Małe ryzyko, nawet jak wszystko trafią, wszystko zranią, to jeszcze ze 2 woundy mi zostaną – pomyślałem. Okazało się, że nie. 4 trafienia, 4 rany, 4 invy oblane, świnia umiera…

    Infinity nie jest najlepszym przykładem – jeśli coś ci nie pójdzie to często wydajesz po prostu kolejny rozkaz i próbujesz jeszcze raz. Do skutku. Mój Djanbazan nie raz wypłacał po 32-36 ataków z HMG na turę :) Co innego w takiej np necromundzie, tam 1 nieudany rzut potrafi bardzo zaboleć, ale ilość kostek jest naprawdę niewielka…

  3. 3 Husqvarna
    12/02/2009 o 20:21

    eh… nie wiem czemu mi przychodzi do głowy moja kiedysiejsza bitwa z CSM na tysiączek, gdzie moi eldarzy zawinęli marinsów bez strat, ba, nawet CSMi zdążyli strzelić tylko raz, z rakietnicy i zescatterowało w pole. A co do Uber herosów – Konfrontacja była systeme, gdzie Ci wywaleni bohaterowie najczęściej mogli zjadać morze plewów i tylko im Fragi rosły. Statystyka jest wszędzie, a właściwie powiedzmy sobie szczerze, rachunek prawdopodobieństwa, który mówi, że niezależnie od systemu i ilości rzutów możesz ciskać same 1, i to owego prawdopodobieństwa nijak nie łamie . :)

  4. 4 Gurthrog / Gobbos
    12/03/2009 o 02:26

    statystyka jest nauka w której wynik zależy od sposobu liczenia.

    Generalnie warto zauważyć że:
    na kostce sześcio ściennej ma się równe szanse na każdą jedną cyferkę, a wyniki na poszczególnych kostkach są niezależne od siebie, co oznacza że jak (autopsja) trafisz 3 plasma cannonami w termosy i zaliczysz 9 trafień to może ci wypaść 6 jedynek na zranienie i żadna statystyka Ci nie pomoże.
    kostka 6 ścienna ma 6 ścian a to oznacza że szanse na sukces masz w najlepszym przypadku 83% co daje niemal 20% szans na porażkę w najlepszym przypadku. Oczywiście wypłacając z orków 120 ataków można się spodziewać że raczej się uda ale nigdy nie będzie tak że wypadnie 20 jedynek i 20 szóstek (mi akurat częściej wypadają niższe cyferki)

    Co do SMów oni nie muszą być wcale elitarni. Jeśli się bierze sporo troopsów to w efekcie jest do czego strzelać a pozatym GW sukcesywnie poprawia przeżywalność SMów i zmniejsza ich koszt. A prawda jest też taka, że 5 smerfów (takich co mają tak pistolet jak i piłę, a jest ich coraz więcej) przetrzymuje szarżę 10 orków bo mają wystarczająco lepsze statsy i na tym ich wykoksowaniu można polegać, bo orków musi być 3 razy więcej.

  5. 12/03/2009 o 06:44

    Kiedy dochodzi do rozmów o statystyce zawsze pojawiają się argumenty, że możesz wyrzucić sto, dwieście, milion, diabdziesiąt a nawet kaberdziesiąt jedynek pod rząd i nie psuje to statystyki. Mimo wszystko każdy gracz w WH40k jakiego znam zawsze przelicza statystykę potencjału uderzenia jednostki i w 99% z mniejszymi lub większymi odchyleniami się ona sprawdza (oczywiście, biorąc pod uwagę sytuacje w których bierze udział dużo kostek, jak właśnie takie 80 strzałów czy coś w ten deseń – w testach na małej ilości kostek ma ona mały sens). I tak kiedy już te 20 orków wpadnie w ten oddział termosów to mogę liczyć na to, że tak minimum 3 termosów powinno paść i wiecie co? Przeważnie tak właśnie jest… jeszcze się nie zdarzyło, bym wyrzucił osiemdziesiąt jedynek pod rząd, sorry. Ba, nigdy nie widziałem takiej sytuacji i nie słyszałem o takowej.

    Jak to mówił mój wykładowca na temat logiki i matematyki – obie nauki są piękne, ale często nijak nie mają się do rzeczywistości ;)

  6. 6 el
    12/03/2009 o 12:36

    Szansa na wyrzucenie 80 jedynek pod rząd jest raczej znikoma = (1/6)^80
    Ale statystyka z założenia sprawdza się przy liczbie pró dążącej do nieskończoności, więc rzucając 4 kostkami nie zawsze wart łamać sobie głowy schematem bernoulliego…

  7. 7 Anonim
    12/09/2009 o 21:49

    „Quantity has quality all of it’s own” Quantity to 3 os. lp. a więc „has”, nie „have”. To tak dla „angielsko niepiśmiennych”. Ponadto, kiedy cytujemy, należy przytoczyć słowa dokładnie- na tym to w końcu polega;)

    Co do samego tematu- przepraszam, nie doczytałem artykułu do końca, poddałem się w momencie wysunięcia tezy „Kiedy zaatakuję terminatorów 20 orkami, to wygarniam 80 ataków, 40 powinno trafić, 20 zranić i w wyniku tej zabawy około 4 termosów powinno zejść. Naturalnie, statystyka to wredna sucza i potrafi naginać wyniki w jedną a to w drugą stronę, ale mimo wszystko przy takiej ilości testów wahania raczej nie mają tendencji to robienia dużych odstępstw od wstępnych kalkulacji”. „Powinno” jest całkiem nie na miejscu. Zakładając że mówimy tutaj o idealnej losowości, niezależnej od czynników zewnętrznych (co nie ma miejsca, w przypadku rzutów kostką, z powodów oczywistych), to prawidłowym stwierdzeniem powinno być „jest szansa na”, a nie „powinno”. Nigdy nic nie powinno w statystyce.

    Po namyśle- powody dla których nie ma równych szans dla poszczególnych ścian mogą nie być tak oczywiste. Żeby były równe, musielibyśmy dysponować kostką idealnie symetryczną. Oczywiście różnica między szansami na wyrzucenie poszczególnych oczek jest niewielka, ale nie wolno jej pomijać, przy próbie wygłaszania pewników.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Ćwierkanie!

  • Czemu nie było wczoraj wpisu? Bo pracuję nad czymś ekstra fajnym ;) No, i na weekend wyjezdzam do rodziny! 7 years ago
  • @nudge0nudge Only six tweets so far? Come on! You Can Do Better! I have faith In You! xD 7 years ago
  • Przeprowadzka zakończona spektakularnym sukcesem! Tesco 24h około trzysta kroków od wyjścia? Rozkosz! 7 years ago
Grudzień 2009
Pon W Śr C Pt S N
« List   Sty »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Staty:

  • 66,145 Wejścia

%d bloggers like this: