Posts Tagged ‘malowanie

12
List
09

Adeptus Pędzlonikus: MIG* Productions

Sądzisz, że jesteś na tyle dobrym malarzem, by w pogodny dzień na horyzoncie przyglądać się już całkiem bliskiej krainie Propainterów? Prędzej czy później każdy maziak figurkowy tak sądzi. Pomalowałeś już w końcu setki figurek, ludzie sobie chwalą twoje dziełka,  ba, sam jesteś wyraźnie zadowolony z efektów, czujesz, że tytuł „Pro” zbliża się już wielkimi krokami. Z drugiej strony oglądasz prace prawdziwych mistrzów i zachodzisz w głowę, jak oni uzyskują takie efekty! Czy malują pod mikroskopem? Czy ten efekt postarzania osiągnęli dzięki technikom poznanym w jakimś  odległym zakonie Mistrzów Malowania Zen? Oczywiście talent, cierpliwość i praktyka są kluczowymi elementami do osiągnięcia oświecenia w kwestii malowania modeli, ale do tego trzeba jeszcze dorzucić nie mniej istotny element – odpowiednie narzędzia.

Pamiętacie jak to stopniowo się  człowiek wdrażał? Na samym początku zabawy wystarczyło mu kilka farbek i jeden pędzelek. Z czasem uznał, że potrzebuje kilka pędzelków w różnych rozmiarach oraz znacznie więcej kolorów. Potem odkrył cuda oferowane mu przez Washe i zapragnął ich. Kiedy wydawało mu się, że potrafi już wiele, odsłaniały się przed nim możliwości porządnego aerografu i kontroli, którą oferuje. Ale i to nie był kres jego drogi poznawczej, gdyż do jego progu zapukały nieśmiało pigmenty, by pokazać swoją suchą siłę. Aż wreszcie w wieku starczym dochodzimy do sczytu, używając już tak mrocznych narzędzi jak Acrylic Resin Thinner czy coś o równie mistycznej nazwie. Z jednym nie można się kłócić, a mianowicie z tym, że każde „nowe” dla nas narzędzie odkrywa przed nami nowe spektrum możliwości!

Naturalnie, tak też było ze mną.  Washe i zwyczajne akryle przestały mnie już bawić a dokładniej – przestały wystarczać moim potrzebom. Wiele słyszałem i czytałem na temat pigmentów, filtrów i innych tego typu dodatkach, uznałem więc, że czas najwyższy się nimi pobawić. Wydałem majątek, ale zaopatrzyłem się w zestaw pigmentów i filtrów firmy Mig* Productions, znanej, cenionej i popularnej marki wśród modelarzy, którzy bardzo poważnie podchodzą do malowania swoich modeli. Firma znana jest właśnie ze swoich doskonałych jakościowo pigmentów, barwnych filtrów oraz specjalistycznych efektów w słoiczkach, a których zaraz napiszę więcej. Gdy tylko zacząłem się nimi bawić, doznałem prawdziwego olśnienia które przekazało ogólnie jedną myśl:  Jak ja mogłem wcześniej żyć bez tego wszystkiego?

Zacznijmy od pigmentów. Co to jest? Cóż, użyję  kłamstwa, gdyż wyjaśnia ono samą kwintesencję  pigmentów bez zagłębiania się w specjalistyczny język czy mroczne formuły, dzięki czemu jest to dużo bardziej zrozumiałem. Pigment to farba w stanie stałym zmielona na drobniutki proszek. Taka farba daje nam możliwość wykonywania techniki suchego pędzla z poziomem kontroli niedostępnym dla zwyczajnej „ciekłej” farby. To nie jest jednak jedyne zastosowanie pigmentów, ale jedno z najbardziej tradycyjnych i używanych jako podstawa zaawansowanych technik postarzania modeli. Pigmenty można mieszać z innymi farbami by zmieniać ich barwy i zwiększyć krycie (na przykład dodanie żółtego pigmentu do  żółtej farby znacznie wzmocni jej krycie i pozwoli zmniejszyć ilość koniecznych warstw). Możemy dodać płynnej akrylowej żywicy do pigmentu by utworzyć gęstawą, lepką masę i wybranym kolorze, która doskonale imituje wilgotne błoto, ziemię czy olej napędowy. Możemy podlać pigment terpentyną by otrzymać rodzaj filtru, którego celem będzie jedynie subtelna zmiana odcienia koloru bazowego. Ogólnie rzecz ujmując pigmenty są potężnym narzędziem. I nie należy na nich oszczędzać – owszem, można kupić niedrogie pigmenty i nie są one wcale złe, jak chociażby Patynatory czeskiej firmy Agama. Ale mimo wszytko jakość pigmentów pozwala im na większą swobodę w działaniu, na dodatek pigment musi być doskonale zmielony na jak najdrobniejsze ziarenka, a tanie pigmenty jednak mają z tym problemy. Pigmenty oferowane przez firmę MIG są doskonałe w każdym calu – drobniutkie, mocne a na dodatek w szerokiej gamie barw, bo aż dwadzieścia pięć różnych pigmentów! Drogie, gdyż musimy wydać praktycznie 20 zł za słoiczek, ale godne swojej ceny. Tym bardziej, że MIG oferuje największe słoiczki na rynku, które wystarczą na bardzo, bardzo długo, nawet przy bardzo intensywnym używaniu.

614[1]Jakby tego było mało, MIG* Productions oferuje doskonałe zestawy swoich produktów dedykowane różnym efektom, które chcemy uzyskać. Mamy więc zestaw dedykowany postarzaniu modeli kolejowych, mamy zestaw dla pojazdów biorących udział  w walkach na terenie zabudowanym, mamy zestaw do tworzenia realistycznych efektów błota i zabrudzeń ziemią oraz doskonały zestaw dla efektów rdzy, patyny i plam olejowych. Gorąco zalecam zapoznanie się z tymi zestawami i poważne rozważenie ich zakupu, gdyż efekty jakie są możliwie do uzyskania przy pomocy tych narzędzi są naprawdę niesamowite. A skoro już przy efektach mowa, czas wspomnieć o kolejnych unikalnych dla tej firmy produktach, a mianowicie o specjalnej małej serii produktów Modeller Effects do których należą: Wet and Damp Earth Effect, Light Rust Effect oraz Oil and Grease Effect. Cóż, chyba już z samych nazw wiecie, do czego służą poszczególne słoiczki, a powstały one z myślą o tych, którzy sami by nie wiedzieli jak korzystając z pigmentów, żywicy i rozpuszczalników uzyskać  dane efekty; w słoiczkach mamy więc gotowe mieszanki które pozwolą nam uzyskać upragnione wizualizacje mokrej ziemi, błotka, rdzy czy plam olejowych. Jeżeli pragniecie, by wasze pojazdy prezentowały najwyższy poziom realizmu, to nie skąpcie kasy!

Niestety, wazeliniarstwo nad produktami MIG jeszcze się nie kończy, gdyż zapomniałem dodać, iż  firma ta oferuje również dość nietypową sprawę, a mianowicie metaliczne pigmenty. Weathering odwrotnie? Tak tak, już nie musisz robić metalicznego podkładu by potem żmudnie postarzać  go warstwami washy i drybrushy. Teraz wystarczy pomalować  model na wybrany kolor i w odpowiednich miejscach nałożyć metaliczne pigmenty by błyskawicznie uzyskać  efekt zdartej do nagiej stali farby. Dalej, pamiętacie jeszcze ten akapit o pigmentach na górze? Metaliczne pigmenty podlegają wszystkim zasadom zwyczajnych pigmentów – mieszają się  z  żywicą, z terpentyną, z filtrami… możemy dodać je do kolorów by utworzyć metaliki o jakiej tylko sobie wymarzymy barwie. Efekt stopionego metalu po strzale z meltaguna? Nic prostszego – metaliczny pigment plus akryowa żywica, i mamy metaliczną pastę. Pigmenty dają nam również niesamowicie cienką i mocną w kolorze warstwę, co pozwala nam na uzyskanie gładkości metalu praktycznie niedostępnej w normalnych farbach.

was29sNa zakończenie tej radosnej onanizacji, osławione filtry! Cóż  to jest? Dobra,  po kolei – wiecie na czym polega technika glazingu? Jest to nakładanie bardo rozcieńczonej farbki równomiernie na całej powierzchni w celu lekkiej zmiany odzienia koloru bazowego, wzmocnienia go lub też w celu zwiększenia płynności przejścia między kolorami. Problem z glaze’ami jest taki, że bardzo ciężko uzyskać odpowiednią konsystencję i kontrolę przy używaniu jedynie zwykłych akrylowych czy olejnych farb. Firma MIG naturalnie rozwiązała ten problem wypuszczając na rynek swoje filtry, czyli gotowe farbki do glaze’owania modeli. Ponieważ obraz jest wart tysiąca słów, macie po prawej fotkę na której wyraźnie pokazana jest różnica w barwie powierzchni pomalowanej filtrem a takiej, która nie zaznała jego rozkoszy. Jak widać, można błyskawicznie wzmocnić barwę i ożywić model!

Uff! To by było na tyle! Oczywiście nie mówię, że MIG* Production to jedyna słuszna firma, i że produkty innych się do niczego nie nadają. Sam używam nagminnie patynatorów Agamy czy lakierów Humbrola. Po prostu cuda oferowane przez MIG zaskoczyły mnie i z miejca ujęły za serce – tak jak masę innych miłośników malowania przede mną!  I owszem, ten wpis nie jest sponsorowany przez MIG* Productions, nie otrzymałem od nich żadnej gratyifikaty materialnej czy niematerialnej. A na koniec, boski, czteroczęściowy tutorial malowania czołgu do Warhammera 40k z użyciem praktycznie wszytkich produktów jakie zachwalam w tym temacie! Polecam!

18
Wrz
09

Adeptus Pędzlonikus: Meltagun DIY

Siem! No, chwyciłem punkciaka za lansowe przywitanie, to mogę przejść do rzeczy – jak sami wiecie, normalnie nie wrzucam tekstów dzień po dniu i staram się utrzymać prąd jednego wpisu na dwa dni, jednakże ostatnimi czasy mam straszne zawirowania z netem, no i przez ponad dwa tygodnie łącznie Metal’n’Plastik milczał i porastał grzybem papy Nurgiela. Słusznie ktoś mi zwrócił uwagę, ba, chyba nawet autor poniższego tekstu, że w takim wypadku przez jakiś czas należą się teksty codziennie, w ramach rekompensaty dla wiernych czytelników. Zgadzam się z tym, dlatego też dziś zaprezentuję wam tutorial autorstwa El’a – jak robić meltaguny dla gwardzistów. Metoda czasochłonna, ale efekt godny! Zanim jednak zaproszę do czytania, dwie sprawy – pierwsza, wielorybki pragną waszego wsparcia! Po lewej macie możliwość kliknięcia w jeden guziczek, by wspomóc biedne walenie. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, zrób to proszę – nic cię to nie kosztuje! A po drugie, dodałem do tekstów możliwość ich oceny, przeto upraszam wszystkim komentujących o używanie tej funkcji – jedno kliknięcie więcej was nie zbawi, a daje mi wymierny obraz tego, jakich tekstów pragniecie! No, to zapraszam do lektury!

Hej, tu znowu el. Jak zwykle o Gwardii, tym razem jednak zajmiemy się czymś zgoła innym niż w przypadku poprzednich notek. Zamiast snuć mętne rozważania o tym czym i jak grać zatroszczymy się o broń dla naszych dzielnych wojaków. Zmieniła się edycja, zmienił się codex i era panowania plasmy dobiegła końca. Zdetronizowała ją stojąca dotąd w cieniu melta. Nad przyczynami i skutkami tego zjawiska nie będę się tu rozwodził, na pewno jednak zauważyliście tą tendencję w turniejowych rozpiskach. I tu pojawił się problem. Chcąc powalczyć ze zmechanizowanymi armiami trzeba uzbroić się w karabiny termiczne. Niestety, plastikowe znajdziemy tylko w boxach command squadów, metalowe są drogie, w dodatku sprzedawane w komplecie wraz z niezbyt użyteczną teraz plasmą. Dlatego też Techkapłani mojego regimentu zadali sobie wiele trudu, by znaleźć sposób jak niewielkim nakładem sił i środków uzbroić się w karabiny termiczne. Ich badania nie poszły na marne.

Do uzbrojenia żołnierza w Karabin Termiczny „el” Pattern potrzebować będziemy:

– dzielnego plastikowego wojaka, gotowego dzierżyć w swych dłoniach owo narzędzie zagłady
– lasgun wraz z pewnie trzymającym go ramieniem
– bolter dowolnego pochodzenia (pogadaj z zaprzyjaźnionym graczem SM/CSM powinien mieć kilka nadprogramowych)
– lewą rękę, przewidzianą do obsługi granatnika
– vox caster
– green stuff
– klej cyjanoakrylowy (np. super glue)
– nożyk malarski lub skalpel
– dwie zbędne płyty CD
– naczynie z wodą
– wykałaczkę
– opcjonalnie wiertło 1,5mm

Po zgromadzeniu wymienionych materiałów, zaparzenia kubka aromatycznej kawy i odpaleniu ulubionej muzy w Winampie możemy przystąpić do pracy. Jak to zwykle bywa z konwersjami, aby coś stworzyć, najpierw trzeba co nieco popsuć. Zatem noże w dłoń i przystępujemy do psucia bitsów, tnąc wzdłuż czerwonych linii.

foto1

Następnie pozbywamy się linii podziału formy, nierówności wyrównujemy pilniczkiem, wyrzucamy to, co nam zbędne i w efekcie otrzymujemy coś takiego:

foto2

To nasza melta, choć jeszcze na nią nie wygląda. Sklejamy gwardzistę, korzystając z przygotowanych elementów. Prawdopodobnie nie uda się dopasować rąk z bronią do korpusu bez cięcia i szlifowania. Po zakończeniu zabiegu pacjent powinien wyglądać mniej więcej tak:

foto3

Wszystko pięknie, tylko gdzie ta melta? Otóż przed nami ten trudniejszy etap operacji. Zwilżonymi palcami wyrabiamy nieco green stuffu. Warto upewnić się, że nie ma w nim żadnych grudek ani zanieczyszczeń. Z masy formujemy wałeczek o średnicy ok. 2,5mm i długości co najmniej 1,5 cm. Im więcej melt chcesz przygotować, tym dłuższy wałeczek będzie potrzebny. Najłatwiej ukształtować go kładąc kulkę z greenu na jednej płycie CD i przygniatając nieco drugą, po czym, przesuwając wierzchnią płytę w przód i w tył, zmusić do toczenia się między powierzchniami. Bardzo szybko zmieni się ona w równy, gładki walec. Oczywiście jak zawsze przy pracy z greenem należy zwilżyć wszystkie powierzchnie, które będą miały kontakt z masą. Kiedy już uformujemy walec musimy poczekać aż zastygnie. Ważne, żeby w ciągu pierwszej godziny schnięcia przetaczać go co 15-20 minut, bo zdarza mu się nieco spłaszczyć pod własnym ciężarem. Potem pozostaje poczekać, aż masa całkowicie wyschnie (w zależności od warunków – od kilku do kilkunastu godzin). Kiedy całość stanie się sztywna obcinamy niekształtne końcówki i tniemy wałeczek na odcinki o długości ok. 6-7mm.

foto4

Jak dotąd było łatwo, prawda? Wyrabiamy kolejną porcję green stuffu, po czym dzielimy ją na dwie części. Z pierwszej formujemy wałeczek o średnicy 1-1,5mm i długości ok. 4 cm, drugi dzielimy na niewielkie porcje. Dokładnie tyle, na ile części pocięliśmy wałek w poprzednim etapie. Formujemy z nich cienkie paseczki, które owijamy wokół wałeczków.

foto5

Tak powstałe „twory” ostrożnie rozwałkowujemy między płytami CD, starając się, by stworzyły równą warstwę wokół wałeczka o grubości nieco mniejszej niż 1mm. Ważne, żeby wałeczek był dokładnie po środku. Nie przejmujmy się nierównymi krawędziami. Po rozwałkowaniu winny wyglądać mniej więcej tak:

foto6

Ważne jest dobranie odpowiedniej ilości masy na wałeczek, najlepiej sprawdza się metoda prób i błędów xD. Następnie zostawiamy ulepki do częściowego wyschnięcia. Kiedy green nieco stwardnieje możemy przystąpić do dalszej obróbki. Powinien być na tyle twardy, by nie zostawały w nim odciski palców. Zwykle osiąga taki stan po około dwóch godzinach od zmieszania. Przygotowany uprzednio cienki wałeczek to przewód, łączący plecak z karabinem. Przycinamy go do stosownej długości i doklejamy w miejscu widocznym na zdjęciu.

foto7

Sięgamy teraz po dwuwarstwowe wałeczki. Nożykiem obcinamy nadmiar masy, formując równe krawędzie. Następnie za pomocą ostrego narzędzi przerabiamy wykałaczkę na niewielkie dłuto. Obcinamy ostrą końcówkę, po czym strugamy patyczek, by uzyskać cienkie, płaskie „ostrze” przypominające nieco śrubokręt. Za jego pomocą odciskamy w masie charakterystyczne nacięcia po bokach lufy. Zostawiamy element do wyschnięcia.

foto8

Kiedy lufa karabinu wyschnie, możemy ostatecznie zmontować broń i uzupełnić green stuffem wszelkie szczeliny między elementami. Dla lepszego efektu można nawiercić lufę.

foto9

Pozostaje pomalować wojaka wedle własnego uznania. Na zakończenie rodzinna fotka melciarzy:

foto10

To tyle na dziś, Szalony Magos wraca do swego warsztatu by w samotności doskonalić narzędzia zagłady ku chwale Omnizjasza. Kto wie, co stworzy tym razem?

-, el

PS. Sezon polowań na Land Raidery uważam za otwarty!

24
Sier
09

Adeptus Pędzlonikus: Postarzanie modeli

Zgodnie z pradawnym proroctwem, oto nadszedł! Kiedy Adeptus Mechanicus poskładało pierwszy w Imperium aparat fotograficzny, ja, nędzny i niegodny sługa Jedynego Imperatora, Światła Ludzkości, wyznaczony zostałem do dołączenia w uświęcone i mało znane grono Adeptus Pędzlonikus – departament Imperium odpowiedzialny za malowanie miniaturek! No i w porządku, wystarczy tej pseudofabularnej wstawki – jak obiecałem, tak czynię – wraz ze zdobyciem cyfrowej małpki rozpoczynam mniej więcej co miesięczny cykl poradników malarstwa/modelarstwa pod zgrzebnym tytułem Adeptus Pędzlonikus. Od razu chciałbym zaznaczyć, iż daleko mi do jakiegokolwiek mistrzowskiego poziomu – nie poznanie tutaj żadnych mistycznych technik czy trików, które pozwolą wam malować figurki na takim poziomie, że innym graczom zacznie wylewać się z oczu tęcza na sam ich widok. Ot, podzielę się z wami kilkoma technika które opracowałem w mym domowym zaciszu, a które służą mi wiernie – z nadzieją, że chociaż jednej osobie poniższe wskazówki się przydadzą. Nie przedłużając, przejdźmy do konkretów, a mianowicie…

Do technik postarzania modeli? Tak tak, kiedy tylko powstało modelarstwo u zarania dziejów, kiedy pierwsi miłośnicy Cheetosów i filmów o Stalinie wzięli do ręki klej do plastiku, wtedy właśnie wykształcały się techniki Weatheringu, czyli wszelakie sztuczki jakie wykorzystuje się w sztuce modelarskiej do nadania modelowi zużytego, brudnego i wytyranego charakteru. Co prawda można pomalować  T34/85 w barwy tak czyste i świeże, że wygląda jakby dopiero wyjechał  z linii produkcyjnej, jednak większość miłośników militarystyki modelarskiej wierzy, że dobry czołg, to czołg  używany! Samo określenie Weatheringu mieści w sobie ogromny zakres technik i efektów – uzyskiwanie błota, pyłu, zużycie materiału, ścieranie się farby, dodawanie odprysków czy rdzy. Jest to zakres na tyle szeroki i na tyle często używany, że kilka dużych firm wypuściło profesjonalny ekwipunek do postarzania modeli, jak pigmenty proszkowe, markery do rozcieńczania wodą – nie jest to tania zabawa, ale znaczna większość tych produktów to naprawdę wysokiej klasy narzędzia, dzięki którym można osiągnąć niesamowicie realistyczne efekty.

Nie każdy jednak ma ochotę wydawać dodatkowe pieniądze na oprzyrządowanie do postarzania modeli, a i nie każdy pragnie osiągać super realistyczne efekty na modelach SF/Fantasy, które przecież do realizmu wcale nie dążą. Trudno się więc dziwić, że większość malarzy figurek wytworzyło swoje własne techniki „eksploatowania” miniatur. Chciałbym zaprezentować  wam dwie proste techniki, których sam używam – Chipping, czyli dodawanie odprysków farby z kadłubów pojazdów, oraz klasyczne dodawanie brudu do nadwozia i gąsienic. Ach, całkiem gratis dorzucam tutorial robienia żółto-czarnych pasów na pojazdach, tak, od serca! Do dzieła!

Technika #1: Odpryski farby na pojazdach

tutorial1

Potrzebne narzędzia: pędzelek do detali (rozmiar od 0 do 2, GW Detail Brush)
Potrzebne farby: Bleached Bone, Dark Flesh, Vermin Brown, Chainmail

Technika ta jest bardzo prosta i można jej używać na pojazdach o dowolnym bazowym kolorze – efekt nie jest perfekcyjnie realistyczny, ale daje się go szybko uzyskać, i z odległości „pola bitwy” prezentuje się bardzo dobrze, nadając pojazdowi wygląd wielokrotnie ostrzeliwanego z broni małego kalibru (lub też wygląd pojazdu, który przebił się przed potworne gradobicie xD). Etap pierwszy polega na pomalowaniu nierównych punkcików na pojeździe za pomocą cienkich warstewek czystego Bleached Bone’a (1) – jeżeli chcemy, by odpryski miały pochodzenie „od ostrzału”, dobrze jest zachować koherencję w kącie ich nachylenie, co zaprezentuje spójny kąt padania wrogich kul. Kiedy model jest już pokryty siecią nierównych plamek, bierzmy farbkę Dark Flesh(2) (jeżeli chcemy osiągnąć ciemniejszy efekt, polecam zastąpić ją  farbką Scorched Brown), i wypełniamy wcześniej utworzone punkty w taki sposób, by kolor Bleached Bone stanowił zaledwie obramowanie dla wypełnienia. W teorii, praktycznie zakończyliśmy malowanie najmniejszych odprysków – większe będą wymagać jeszcze odrobinę naszej atencji, zależnie od efektu do jakiego dążymy. Jeżeli chcemy, by większe odpryski pokazywały rdzę ukrytą pod warstwą farby, używając jedynie końcówki pędzelka dodajemy kilka kropeczek czystego Vermin Brown(3). Jeżeli zaś chcemy ukazać surową stal pod farbą, do największych odprysków dodajemy Chainmail w taki sposób, by Dark Flesh oraz Bleached Bone stanowiły dla niego nierówne obramowanie. Et Voila, to praktycznie koniec całej roboty – jest to, jak już wspomniałem, technika łatwa i w miarę szybka (chociaż przy dużych pojazdach potrafi zabrać trochę czasu).

Technika #2: Błocko, pył i syf!

tutorial2

Potrzebne narzędzia: Kawałek gąbeczki, stary pędzelek do drybrusha
Potrzebne farby: Scorched Brown, Vermin Brown, Desert Yellow, Gryphone Sepia

Technika nanoszenia „pyłu, blotka i syfu” z drogi n nadwozie i gąsienice pojazdu jest prosta, acz nieco czasochłonna. Kiedy skończysz malować nadwozie pojazdu na bazowy kolor lub też wybrany kamuflaż, można rozpocząć zabrudzanie. Używając pędzelka do drybrusha pokrywamy pojazd od dołu warstwą Scorched Brown  – naturalnie używając  techniki suchego pędzla,  mocniej barwiąc powierzchnię pojazdu tam, gdzie jest bliżej gruntu (1). Kiedy ukończysz ten etap, czas przejść do solidnego opędzlowania powierzchnie Vermin Browna (2), najmocniej skupiając się na najniższych i najbardziej wystających partiach nadwozia (co prezentuje, że świeższe błotko i pył znajduje się niżej, a starsze, ciemniejsze i wyschnięte sięga wyżej pojazdu). Kiedy ukończymy ten etap, czas sięgnąć po gąbeczkę. Delikatnie nabierz trochę Desert Yellow na kant gąbeczki, po czym solidnie wymaż z niej farbę na papierze, aż będzie pozostawiać jedynie suche ślady – gratulacje, właśnie stworzyłeś DrySponge! xD Używając tej gąbki nanieś w kilku punktach trochę farby, która powinna wyglądać jak przyklejone błotko lub solidny, jasny był, nieregularnie osadzony na nadwoziu wehikułu (3). Opędzlowanie za pomocą tych trzech warstw całego modelu nie powinno zająć więcej jak pół godziny (plus-minus, zależnie od wielkości pojazdu). Po zakończeniu, należy ponownie nałozyć detale, jak pomalować krawędzie i nity – proponuje jeszcze obficie washować nasze błotko przy użyciu Gryphone Sepii(4), no i gotowe!

Technika #3: W miarę równe pasy xD

tutorial3

Potrzebne narzędzia: Pędzelek jaki ci się podoba i ogrom cierpliwości
Potrzebne farby: Chaos Black, Tausept Ochre, Iyanden Darksun, Gryphonne Sepia

Heh, kilka osób było wyraźnie zaskoczonych dość równymi liniami jakie udało mi się uzyskać na boczkach Chimery, dlatego też postanowiłem od serca dorzucić ten tutorial do listy, chociaż z Weatheringiem nie ma on absolutnie nic wspólnego. Nie jest to żadna technika, nie wymaga znajomości mistycznych sztuk Pędzlo-Judo. Jedyne czego potrzeba, to precyzji i cierpliwości. Pierwsze co zawsze robię, kiedy maluje jakiś wzór, który wymaga gemetrycznej precyzji linii równoległych, to nakreślenie liniatury prowadzącej (1) (zanim zacznę paćkać farbą, często rysuje na modelu linie za pomocą ołówka). Kiedy mamy już mniej-więcej określone kształty, za pomocą dużej ilości cienkich warstw zaczynamy je odpowiednio wypełniać – dla mnie bazą pod żółty kolor zawsze jest Tausept Ochre, jedna z dwóch żółtych farbek Citadel, która nadaje się do użycia! Pasy czarne zaś, nikogo pewnie nie zaskocze, wypełniam Chaos Blackiem, starając się za jego pomocą usuwać błędy powstałe przy kreowaniu pasów, by uzyskać jak najrówniejsze linie (2). Zabawa w wyrównanie trwa dalej, a na dodatek do zabawy dołączył Iyanden Darksun, który pełni rolę highlight’a na moje żółtawe pasy – czystego używam wyłącznie do krawędziowania pasów, zaś mieszanki z Tausept Ochre 1:1 do ogólnego rozjaśniania pasów. Jest to czasochłonny proce, jeżeli nie mamy pewnej ręki, ale z czasem można dojść do dużej wprawy w malowaniu linii prostych za pomocą zdradliwego narzędzia, jakim jest pędzel. Wreszcież finałowy etap, to ponownie nałożenie detali (pomalowanie nitów, okrawędziowanie) oraz lekka kąpiel pasów w Gryphone Sepia, trzymając się dolniej ich części – przeważnie po prostu solidnie chlapię na cały malunek, a jego umiejscowienie kontroluję za pomocą gąbki (4). I w ten oto sposób powstają pasy na wszystkich moich modelach, które pasy posiadają!

Rany rany, udało się xD I to przed 15:00, więc zmieściłem się w terminie podanym na Twitterze. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie te mini-tutorialne użyteczne. A teraz coś  z zupełnie innej beczki… już za niedługo, Kampanii w Warszawie! O tak, mam już sporo rzeczy, czas zacząć to prezentować światu ;) Stay Tuned.

12
Lip
09

Gdy pędzel odstręcza…

Witajcie tym razem z tej strony Gomez. Dzisiaj poruszę problem z brakiem chęci do malowania. Chciałem go poruszyć z tego powodu że sam ostatnio mam taki problem. Może zacznę od początku…

Nie raz zdarza się że mówię sobie muszę to pomalować, bo nigdy nie skończę tej mojej orkowej armii. Później patrze na te moje figurki na pędzel i myślę sobie ,,tylko to nie to”. Następna myśl jaka przychodzi do głowy to: jak dzisiaj nic nie pomaluje to nic się nie stanie. I faktycznie jak raz nic nie pomaluje to oczywiście nic się nie stanie gorzej jak to już wejdzie w żyły, i przy każdej okazji do pomalowania czegokolwiek zaczyna się szukać wymówek. A wiadomo że chyba każdy woli mieć pomalowaną armię. Czasami jednak trudno jest wziąć się w garść i zacząć malować. Czytając wypowiedzi paru osób zauważyłem że problem braku motywacji i zwyczajnego braku chęci dotyczy nie tylko mnie.

Dlatego chciałem wam przedstawić kilka sposobów radzenia sobie z lenistwem, oraz brakiem chęci do malowania. Które z reguły mi pomagają (jednak jak czasami złapie się prawdziwego lenia to raczej nie ma na to sposobu).

Po pierwsze dobrze jest zaplanować sobie pracę, aczkolwiek ja robię to w sposób nie do końca oczywisty .Pomaga mi często to że powiem sobie ,,a pomaluję tylko jedną rączkę do shootasa bo co będzie chłopak bez ręki latał”, a kiedy już zacznę malować i się już rozkręcę to pomaluję często znacznie więcej niż sobie zaplanuję. Dobrym sposobem może być też przyjrzenie się modelowi którego chcemy pomalować i wyobrażenie sobie go po pomalowaniu, czasami efekt może wydać się o tyle dobry że chce się pomalować model tylko po to żeby zobaczyć tak ten model będzie wyglądać po pomalowaniu.

Najlepszym według mnie sposobem na złapanie chęci do malowania jest przeglądanie różnych blogów, oglądanie prac na coolminiornot oglądanie dobrych prac mi zawsze pomaga. Szczególnie pomaga oglądanie całych armii, albo dokładnie tego co chcemy pomalować najlepiej w barwach naszego zakonu/klanu/plutonu/roju (czy co tam chcecie pomalować). Oczywiście pomaga również przeglądanie kodeksów, white dwarfów i generalnie wszystkiego gdzie są widoczne pomalowane figurki. Często po przeczytaniu jakiegoś artu z którego dowiem się czegoś nowego chce się coś pomalować tylko po to żeby wypróbować nowy sposób.

Dobrym sposobem wydaje się także dołączenie do czegoś w stylu operacji Challenge lub założenie własnego bloga malarskiego, zarówno takiego na wh40k.pl jaki i na własnym serwerze. Sam bym sobie założył gdybym tylko umiał robić jakieś sensowne zdjęcia tym moim figurkom, bo komentarze w stylu ,, super, ten Warboss ci się udał czekam na więcej” są motywujące. Tak jak to że można otrzymać parę cennych rad i sama już chęć wypróbowania porad zmusza nas do malowania ; ) .

To tyle jeśli chodzi o moje sposoby. Teraz bierzcie pędzle w dłonie i biegnijcie coś pomalować ; ) .

Ps. Zawsze można wmówić sobie że jeśli czegoś nie pomalujemy to ugryzie nas szkieletowata buteleczka , ale nie jest to jeszcze sprawdzony sposób ; )

28
Maj
09

O kolorze słów kilka…

Witajcie moi drodzy czytelnicy. W dzisiejszym odcinku coś z zupełnie innej beczki, a mianowicie pierwszy wpis w pełni poświęcony nauce malowania – zanim jednak przejdę do jakichkolwiek tutoriali czy step-by-step,  zanim pokażę kilka moich ulubionych sztuczek, zanim odkryję  moje karty, oznajmiam wam dwie rzeczy. Pierwsza – nie jestem Pro Painterem. Ot, zwyczajnie maluje sobie dla  rozrywki, podglądam teorie i praktyki mistrzów, naśladuje, co mi sie uda, i mam dobrą zabawę. Po drugie, najpierw, zanim przejdziemy do zabaw z pędzlem, chciałbym wręczyć wam do rączki potężne narzędzie wraz z odrobiną (no, nieco więcej niż odrobiną) teorii. Dla tych, którzy zmierzyli się już w swoim życiu z mroczną, gotycką sztuką  zwaną teorią barw, nie będzie dzisiaj nic nowego. Dla tych, którzy uważają, że kolor to kolor i już, będzie kilka nowości. Zapraszam do lektury! Pod koniec wpisu znajduje się pewien bardzo miły link :)

Walnę  kawę na ławę. Barwa a kolor to nie jest jedno i to samo  – a w malowaniu w szczególności. Co z tego, że mamy farbę Golden Yellow. Co z tego, że wiemy, iż jej kolor jest jak najbardziej żółty. Ale barwa tej farby może być różna – zależeć będzie od tego,  z czym ów kolor będzie sąsiadować. Raz uzyskamy jasną żółć, drugi raz coś lekko pomarańczowego.  I nie mówię to bynajmniej o brudnych pędzelkach, lecz o tym, że kolor jest stałą „materią” farby,  a barwa jest odbiorem wizualnym człowieka. Dla przykładu.

color1Powyższy trik jest standardowym chwytem wszystkich wykładowców teorii barw – pytanie brzmi: Czy kule mają ten sam kolor? Odpowiedź brzmi, że owszem, ma ten sam kolor – kto nie wierzy, niech ściągnie sobie ten obrazek i potestuje z pipetą w dowolnym programie graficznym. Naturalnym jest, iż wzrok ludzki podpowiada, że kulka po prawej jest ciemniejsza. Kolor się nie zmienia, ale barwa tak, w ten sposób, iż sąsiaduje z wielokrotnie jaśniejszym tłem – a im jaśniejsze tło, tym ciemniejszą barwę widzimy. Sprawa ma się naturalnie odwrotnie w wypadku ciemnego tła. Zachowanie to jest naturalne dla każdego koloru: barwa zwyczajnie jest zależna od koloru, z którym sąsiaduje, którym się otacza. Jakie to ma znaczenie podczas malowaia? Dość spore – już nawet sam wybór  podkładu zdefiniuje, jaki zestaw barw będziemy postrzegać. W końcu na białym podkładnie każdy kolor będzie miał wyraźnie ciemniejsze zabarwienie. Między innymi dlatego biały podkład polecany jest do malowania figurek z dużą ilością jasnych kolorów, gdyż biel  (najjaśniejsza z barw) „wytłumi” jasność wszystkich innych kolorów, przez  co ich jasność nie będzie wyglądać sztucznie, plastikowo. Czarny podkład jest zaś idealny do malowaia stonowanych lub zwyczajnie ciemniejszych kolorów, gdyż jego rozjaśniający wpływ ułatwia podkreślenie barwy.

A to dopiero początek zabawy z kolorami. Kiedy mamy już odpowiedni podkład, nasze żwawe umysły mierzą się z niewiarygodnie wręcz trudnym zagadnieniem – jaki schemat kolorystyczny użyć. Powstały setki książek poświęconych temu zagadnieniu, w sieci istnieje masa generatorów schematów, ale nie będziemy się bawić  w tak złożone rzeczy. Dzisiaj przekazać wam chce zasadę koloru harmonijnego i komplementarnego (uzupelniającego). Zgodnie z kołem kolorów, te kolory które leżą koło siebie są kolorami harmonijnymi, takimi, które oddziaływują na siebie w taki sam, równy acz niewielki sposób. I tak oto poniższe przykłady są zestawami harmonijnymi:

color2Za każdym razem, kiedy przesuwamy wzrok od lewej do prawej, dostajemy harmonijne pary  barw ciepłych, ktore są stopniowym sposobem zmiany koloru – taki zestaw nie schładza ani nie ociepla żadnego ze swoich bezpośrednich sąsiadów. Takie „przejście” jest dla nas naturalne, nie powoduje żadnych dys0nasów w rozróżnianiu barw. Kolory harmonijne są nieustannie używane przez malarzy figurek w technikach blendingu czy layeringu, gdzie używa się spokojnych przejść tonalnych, by uzyskać gładki gradient pomiędzy dwoma skrajnymi barwami, nie raz nawet pochodzącymi z dwóch półkul (chłodnej i ciepłej). Jeżeli oprzemy nasz schemat na zestawie barw harmonijnych, będzie on niestety mało kontrastowy, i wyróżnienie detali z modelu byłoby niemożliwe. Mamy jednak koło ratunkowe, a nawet dwa koła w postaci barwy białej i czarnej. Te „barwy absolutne”  mają taką specyficzną właściwość, że pasują harmonijnie do wszystkich innych barw. Jeżeli to harmonijnego schematu, na przykład tego powyżej, dorzucimy biały, schemat uzyska kolor kontrastowy a nie staci na swojej harmonijności. Podobnie zadziała dodanie czarnego, na co doskonałym przykładem będzie ten oto Eldar zrobiony przez Eiko2. Pamiętajcie o potędze białego i czarnego!

Co by jednak nie iść na łatwiznę, wyobraźmy sobie, iż  pragniemy uzyskać schemat posiadający w sobie kontrast bez użycia „barw absolutnych”. W takim wypadku zdrowo jest polegać na barwach komplementarnych! Na kole barw są to kolory, które leżą na przeciw siebie. Dla przykladu niebieski i żółty. Kto nie wierzy, niech sprawdzi oficjalny schemat malowania Eldarow ze światostatku Iyanden. Kolory komplementarne wykorzystują prosty fakt, iż są kolorami z przeciwległych biegunów. Są też praktyczną podstawą każdego porządnego schematu kolorystycznego, gdyż oferują odpowiedni kontrast bez zatrudniania białego lub czarnego. Kiedy masz już swój duet kolorów  wzajemnie się uzupełniających, najlepszą opcją na uzupełnienie schematu jest użycie kolorów harmonijnych względem jednego z wybranych kolorów komplementarnych. Przykłady:

color3Dokładnie takie dwukolorowe zaczątki schematów są używane chociażby w szerokim wachlarzu uniformów Imperialnych ze świata Warhammera. Czerwone hełmy do niebieskich pancerzy ultramarines, niebieskie detale na żółtych pancerzach eldarów, czarno-czerwone kolory Nuln. Wszystkie te zestawy zostały utworzone zgodnie z zasadami kolorów komplementarnych i harmonijnych.

By móc stworzyć dobry schemat nie potrzeba kosmicznej wiedzy czy potężnego programu graficznego. Dla większości w zupełności wystarcza intuicja, zwyczajne wyczucie. Jeżeli jednak czujecie brak weny twórczej, albo po prostu chcecie sprawdzić wasz koncept, zapraszam do skorzystania z potężnej machiny jaką jest Color Scheme Designer 3, darmowa, internetowa aplikacja, która ma wbudowane masę opcji tworzenia wlasnego schematu na klasycznym kole kolorów – mamy możliwość wyboru schematu harmonijnego, komplementarnego, mamy możliwość dokładnej kontroli saturacji i kontrastu pomiędzy łączonymi kolorami, mamy też stertę predefiniowanych opcji, które pozwalają programowi na dokładniejsze wykreowanie zestawu barw, które razem utworzą sensowny schemat. ;) Miłej zabawy z tym cackiem.

10
Maj
09

Mokra Paleta i ty!

Witojcie, że tak z góralska zapodam! Wiosna powoli przemija, lato się budzi, gorąco jak cholera  a duszno tak, że ledwo idzie oddychać. Jeżeli i wam robi się niekomfortowo w takich warunkach i modlicie się o ten oczyszczający powietrze deszczyk (który pozostawia taki miły, cynowy zapaszek w powietrzu), to co dopiero mają  powiedzieć wasze akrylowe farbki? Gwarantuje wam, są one wielokrotnie bardziej czułe na wysoką temperaturę i niską wilgotność powietrza niż my. Używając standardowej palety zużywasz co najmniej dziesięć razy więcej farbki, niż przy używaniu cudownego i wyjątkowo taniego wynalazku jakim jest (werble!) Mokra paleta®. Zalety mokrej palety są liczne – używasz mniej farbek, bo ta nie wysycha w kilka minutek. Możesz bawić się dowolnymi mieszankami, bo te nie wysychają w kilka minutek. Możesz – nareszcie! – poćwiczyć porządny blending, bo te wszystkie przejściowe kolory jakie utworzyłeś na palecie nie wysychają w te kilka cholernych minutek! Jak widzicie, jest to przedmiot wyjątkowo użyteczny, a profesjonalni malarze miniaturek zaklinają duszę własnych babuń na mokrą  paletę!

I pojawia się pytanie: Gdzie mogę to zdobyć? Czy sam mogę to zrobić? Odpowiedź na pytanie pierwsze jest proste: są sklepy, w których można zakupić High-Uber-USA-Pro mokre palety. Kosztują około 50-60 zł i posiadają wszystko, co potrzebne do stworzenia funkcjonującej paletki. Zabawne jest jednak to, że naprawdę dobrą paletę można wykonać nakładem 10 zł! Wystarczy posiadać jakieś plastikowe pudełeczko w dowolnym rozmiarze, zakupić te płaskie gąbeczki do zmywania i biały papier do pieczenia, obustronnie powlekany. Poniżej przedstawiam wam film serwisu Cytadela.pl autorstwa Mortimera, który dokładnie przedstawia proces tworzenia mokrej paletki. A jeszcze niżej napiszę, z czym się nie zgadzam odnośnie tego filmu xD

Filmik całkiem dobrze pokazuje, jak szybko i oszczędnie wykonać mokrą paletkę, ale używa do tego – moim zdaniem – kiepskich materiałów. Po pierwsze, opakowanie – płaska połówka blistera z Warmachine/Hordes jest zdecydowanie za płytka – nie będzie trzymać ani wkładu, ani nakładki, a dodatkowo woda ma szansę się przelać. Lepiej użyć większego i głębszego opakowania plastikowego – osobiście polecam plastikowe opakowania na bitsy dodawane do niektórych pudełek produktów Games Workshop. Dalej, wkład z papieru toaletowego to zły pomysł – papier toaletowy przyjmuje za małe wody, przecieka a na dodatek rwie się pod wpływem lekkiego nawet tarcia, a ostatnie co chcemy uzyskać, to fragmenciki mokrego papieru mieszającego się nam z farbką.  Podobnie papier śniadanowi powlekany jednostronnie ma tendencję do „łuszczenia” się i zabrudzania nam farbek/mieszanek. Lepszym, choć droższym wkładem są właśnie płaskie, gąbkowe zmywaki – doskonale chłoną i trzymają wodę, nic od nich nie odpada, nie wymagają częstej wymiany. Nakładka na mokrą paletę nie powinna ulegać zniszczeniu na drodze samego tarcia pędzelka – polecam dwustronie powlekany papier do pieczenia, na przykład firmy Jan Niezbędny – wciąż przepuszcza parę wodną (tzn. wilgoć), ale nie łuszczy się. Jeżeli już robić mokrą paletkę sposobem domowym, lepiej zainwestować te kilka złotych więcej ;)

Na koniec tego lekkiego wpisu, porada! Naprawdę poświęćcie trochę czasu, zróbcie taką paletkę i wypróbujcie – efekty was zaskoczą!

30
Kwi
09

NieregÓlarnik: Limitowana paleta

Witajcie, witajcie panockowie w mejże skromnej stanicy! Dobra, dość stylizacji na parobka małorolnego, niestety, na tyle starczyło mi cierpliwości i twórczej weny. Dzisiaj będzie konkretnie i na temat – zamiast rozpisek, taktyk, widzimisiów i raportów wszelakiej prowinencji, daję wam pierwsze wydanie NieregÓlarnika, czyli takiego wpisu, kiedy wam – publiczności – pokazuję nad czym właśnie pracuję czy też skończyłem pracować.  Nie obawiajcie się! Nie będzie zdjęć  mojej osoby w negliżu czy podczas prasowania, gdyż NieregÓlarnik dotyczyć będzie tematyki bloga.  W skrócie, dla niedomyślnych: Ja malować mała żołnierzyk, mówić wam jak ja to robić, wy robić Hurra!

empirewip

Tak – oto jego przeimperialna generałowość, sir Johann von Jugerauf, dowódcza trzeciego pułku Averlandzkiego, wspaniały żołnierz, kobieciarz i miłośnik porządnego teatru. A w każdym razie będzie, kiedy wreszcie uda mi się go pomalować. Póki co, jak sami widzicie, jest w dość wstępnej fazie „Work in progress”, ale powolutku się definiuje.  Miecz z jednej strony jest ukończony, niestety na fotce tego nie widać, gdyż cień nieustannie na niego padał, i nie mogłem oddać jego chwały i glorii. Szkoda – na szczęście w ten weekend przylatuje do mnie paczka z domowych studiem fotograficznym, wtedy uchwycę go jeszcze raz. Za to na fotce widać (w cieniu… niestety) twarz naszego generalissimusa, polerowaną czaszkę na kapelutku i pióra, dwa z nich w pełni ukończone. Jednak póki co jestem jedynie dumny z pancerza, na którym udało się oddać jego wiekowość i realizm wytyranego metalu – me very proud! Tworzenie tego pancerza zajmie mi epokę, ale efekt, dufam, będzie warty wysiłku. Pelerynka w czarno-zółte romby jest dopiero w pierwszym etapie tworzenia, i praktycznie póki co posiada rozróżnienie wzoru i kolory bazowe. Każdy romb będzie miał wypełnienie wzorami i będzie podkreślony światłocieniem w taki sposób, by wyglądały na oddzielne łaty materiału. Cała figurka pomalowana będzie limitowaną paletą barw.

Paleta: Tausept Ochre, Iyanden Yellow, Tallarn Flesh, Dheneb Stone, Scorched Brown, Vermin Brown, Chainmail, Devlan Mud, Gryphone Sepia.

broodlord2

Z innej beczki! Brudny Lord, rawr! Zje wasze mizerne ciałka, pochłonie nedzny genotyp i wysra biomasę! Czyż to nie miło z jego strony? Tematyka jaka przyświecała mi podczas  produkcji to „Tyranid w Stylu Miejskim, czyli jak zakamuflować trójmetrowego potwora okrytego masą twardzych jak stal mięśni, który pewnie potrafi pluć jadem (oni zawsze to potrafią). Pierwsza koncepcja miała polegać na totalnym wzorze prosto z „Obcego” – błyszczące czernie i srebrne zęby. W ostatecznym rozrachunku rozjaśniłem ten schemat i dodałem trochę mocno stonowanych barw błękitnnych i „mięsnych”, dla wrażenia prawdziwego ciałka. Ogólnie rzecz ujmując jestem zadowolony z tej zabawy – Broodlord nie tylko dostaje dobre oceny na CMON’ie, ale również sprzedał się z solidnym zyskiem na aukcji internetowej. Oczywiście, zgodnie z tytułem notki, limitowana paleta!

Paleta: Boltgun Metal, Chainmail, Mithril Silver, Codex Gray, Shadow Grey, Skull White, Baal Red, Badab Black, Asurmen Blue.

W następnym NieregÓlarniku, dajcie bogowie, ukończony Imperialny Generał. A jeżeli nie, to z pewnością kilka Haradrimów z „Łotra”, Void Operator z Infinity i może Vostroyański oficjer!